niedziela, 30 października 2016

listy do jesieni *3



Droga Jesieni,


Przesadziłaś. To, że ucieszyłam się, że przyszłaś, nie oznacza, że możesz robić, co ci się podoba. Ulewa, a później kilka godzin w mokrych ubraniach na zajęciach to nie jest nic przyjemnego. Nawał nauki i lektur nie poprawia sytuacji. Przepraszam, ale mam dość i chyba zaczyna mnie dopadać melancholia. Jest zimno. Bardzo zimno. I brzydko. Chociaż teraz nie jest tak źle. Kiedy to piszę, dochodzi pierwsza w nocy, ja słucham piosenek z bajek Disney'a i popijam herbatę. Na zewnątrz pada, a mnie to odpowiada. Za takie chwile, Jesieni, Cię uwielbiam. No i jakby na to nie patrzeć, przyniosłaś ze sobą, oprócz niepogody, Targi Książki, więc chyba jednak skłonię się do określenia, że jesteś super.  czy to hipokryzja?  

sobota, 15 października 2016

A to Lipa

Ten post piszę jeszcze w wielkiej ekscytacji, chociaż opublikuję go dopiero później. Pamiętacie może konkurs pisarski Lipa, w którym rok temu zdobyłam tytuł laureata...? Otóż... W tym roku też mi się to udało!  Nie potrafię opisać, jak się cieszę, zwłaszcza, że mój zeszłoroczny tekst był wg mnie lepszy. Ale...  <33 Jak już udało mi się znaleźć w centrum uwagi, to opowiem krótką historię tego. Otóż, kiedy miałam 11-12 lat w zeszycie nabazgrałam kilka zdań o poranku osoby niewidomej. Było to bardzo dziwne i nie doszukujcie się tego w tym tekście. Kiedy to znalazłam, postanowiłam wykorzystać to jako coś w rodzaju inspiracji.
Okej, zanim roztopię się z tej dumy, przedstawię wam moje opowiadanie. Przed państwem...

Po omacku

Kiedy rano otwieram oczy, widzę... nic. Po prostu nic. Nie niepokoi mnie to, chociaż, oczywiście, wolałbym coś widzieć. Ale, jak codziennie, wstaję i dobrze znaną drogą idę do kuchni.
- Cześć - rzucam w przestrzeń, licząc, że mama jest już w kuchni i robi śniadanie.
- Cześć - odpowiada mi głos gdzieś z lewej. Po chwili czuję, że ktoś (mama) delikatnie ujmuje mnie za ramię i prowadzi do stołu. Wsadza mi w dłoń łyżkę, a ja zaczynam jeść owsiankę. Nie jest to łatwe, zwłaszcza, kiedy jest się niewidomym, ale lata praktyki zrobiły swoje. Nie będę opisywał wszystkich porannych czynności - ubierania się, mycia - ponieważ przebiegają w taki sam sposób, jak u normalnego nastolatka, tylko trochę... Po omacku.
W końcu biorę swoją laskę (bardzo nie lubię tego słowa), ubieram ciemne okulary  i wychodzę z domu. Przechodzę przez ulicę, skręcam w lewo, idę piętnaście kroków prosto, skręcam w prawo i idę czterdzieści kroków. Słyszę pokrzykiwania uczniów i czuję, jak mnie potrącają. Oznacza to, że dotarłem do szkoły. Staję z boku i czekam na mojego przyjaciela, Benedykta. Kilka minut później czuję lekkie uszczypnięcie w lewy nadgarstek i się uśmiecham.
- Hej, Ben.
- Cześć - mówi i razem wchodzimy do szkoły.
Na szczęście pierwszą lekcję mamy na parterze. Idziemy przez korytarz, jakoś torując sobie drogę. Później Ben delikatnie popycha mnie, dając do zrozumienia, że mam skręcić i wejść do klasy. Robię to i zajmuję miejsce w jednej z ławek. Mój przyjaciel wyjmuje moje książki i po chwili zaczyna się lekcja. Nauczyciel historii rozpoczyna nowy temat. Lubię ten przedmiot. Nie trzeba dużo pisać ani czytać, wystarczy słuchać nauczyciela, który, swoją drogą, całkiem ciekawie opowiada. To nieco dziwne - zapewne dobija siedemdziesiątki - tacy ludzie z reguły przynudzają. Ale on nie. W swoich okularach - połówkach niczym Albus Dumbledore z Harry'ego Pottera, patrząc na uczniów zielono - brązowymi oczami opowiada bardzo ciekawie. Od czasu do czasu uśmiecha się, jakby to wszystko były jego własne wspomnienia. To znaczy, tak myślę. Bardzo możliwe, że jest to ponury mężczyzna o szarych, zmęczonych oczach. I może wcale nie nosi okularów. Lubię wyobrażać sobie, jak wyglądają inni ludzie. Wyobraźnia to jedyne, co mi zostało.
Z zamyślenia wyrywa mnie szturchnięcie Bena. Najwyraźniej musimy otworzyć książki i obejrzeć jakieś zdjęcie rycerza z czasów średniowiecza. Cóż, to akurat mój słaby punkt. O ile z czytaniem i pisaniem jakoś sobie radzę, o tyle obrazki i zdjęcia nie są przecież zapisane Brailem. A zamieszczone obok nich krótkie opisy średnio pomagają. Mimo to szybko przesuwam palcami po stronach i "czytam". Zastanawiam się, czy reszta klasy się we mnie wpatruje. W końcu jako jedyny mam książki w alfabecie braila i tylko ja zamiast normalnie czytać - przesuwam palcami po kartkach. Może mi współczują. Może mnie podziwiają że umiem czytać dotykiem...? W każdym razie wiem jedno - na pewno mi nie zazdroszczą. O ile czasem zdarza mi się usłyszeć coś w stylu "Hej, ale super, nie musisz ćwiczyć na wf-ie...", to jednak nikt nie oddałby mi swojego wzroku.
Bo, widzicie, bycie niewidomym, oprócz tego, że nie widzimy otaczającego nas świata, ma również wiele innych utrudnień. Na przykład, kiedy ktoś nas czymś częstuje (nawet jeśli to ktoś, komu teoretycznie powinniśmy ufać, np. kolega z klasy), nigdy nie mamy pewności, czy nie chce nas otruć. A gdy mamy się z kimś spotkać, nie wiemy, czy osoba, która przyjdzie, to na pewno ta, z którą się umówiliśmy. W każdej chwili ktoś może nas popchnąć lub zrobić nam krzywdę. Przecież na świecie nie ma samych uczciwych ludzi.
Dzień jakoś mi mija. Hiszpański, fizyka, biologia, wf, dwie chemie i matematyka - jakoś to przeżywam, a potem Ben odprowadza mnie do domu. Rozstajemy się tuż przy drzwiach. Wchodzę do środka. Mama zapewne gotuje obiad, świadczy o tym unoszący się w powietrzu zapach. Ruszam w stronę kuchni. Wyobrażam sobie, że mama odwraca się od kuchenki, gdy przekraczam próg i uśmiecha się na mój widok. Potem może miesza zupę w garnku i w końcu mówi:
- Cześć, synu, jak było w szkole?
- Dobrze - odpowiadam.
Siadam przy stole. Wyciągam zeszyty z plecaka. Jakoś staram się odrobić zadanie z matmy - pisanie długopisem nie jest takie proste, ale jakoś mi się udaje. Rodzice zapisali mnie kiedyś na taką terapię - uczono mnie tam pisać. Spróbujcie kiedyś napisać coś z zamkniętymi oczami - nie jest to proste, prawda? Ale jeśli będziecie dużo ćwiczyć, w końcu dojdziecie prawie do perfekcji. Ja niestety nie mogę sprawdzić, czy nie pokręciłem liter lub czy wszystko jest napisane idealnie prosto. Dowiem się dopiero wieczorem, jeśli tata mi to sprawdzi, lub jutro w szkole. Chowam zeszyt do plecaka, kiedy słyszę głos mamy:
- Pójdziesz po śmietanę? Zupełnie zapomniałam kupić, a muszę pilnować zupy.
Kiwam głową i biorę od niej banknot. Udaje mi się rozpoznać, że to dziesięciozłotowy. Wychodzę z domu. Drogę do osiedlowego sklepiku mam wyrytą na pamięć, więc bez trudu trafiam. W dodatku idąc tam nie trzeba przechodzić przez drogę, więc moje zadanie tym bardziej jest ułatwione. Sklep jest samoobsługowy. Podchodzę do kasy, a ponieważ nie słyszę, aby ktoś był przede mną, pytam:
- Przepraszam, gdzie jest lodówka?
- Tam - odpowiada mi ekspedientka znudzonym głosem.
- Gdzie? - dopytuję.
- No, tam - kobieta zaczyna się niecierpliwić. - Za półką z chipsami.
No tak. Nie wziąłem okularów, więc może nie wiedzieć, że nie widzę.
- Przepraszam, ale czy mogłaby mnie pani zaprowadzić? Bo ja jestem niewidomy.
- Dobra - mówi, po czym demonstracyjnie mocno chwyta mnie za nadgarstek i prowadzi do lodówki. Staram się zapamiętać tę trasę. Chociaż często chodzę do tego sklepu, z reguły sprzedawczynie same pytają mnie, czego szukam, bo mnie znają. Ta musi być nowa. Nie poznaję jej głosu.
W lodówce udaje mi się znaleźć śmietanę, jakoś wracam do kasy i płacę. Potem długo mozolę się z zebraniem monet i sprawdzeniem, czy aby na pewno otrzymałem wyliczoną resztę. Niestety, tym razem tak nie jest.
- Przepraszam - odzywam się głośno. - Wydała mi pani dwa złote za mało.
- Wszystko jest dobrze.
- Niestety nie. Zapłaciłem trzy dziewięćdziesiąt dziewięć. Powinienem otrzymać sześć złotych i grosz reszty. Tutaj są dwa złote, tu też dwa, a tu grosik. Brakuje jeszcze dwóch złotych.
- Musiało ci się coś pomieszać. Tu jest pięć złotych, tu złotówka, a tu grosz. Tak to jest, jak się nie widzi - kwituje kasjerka.
Ja jednak jestem przyzwyczajony do takich sytuacji i swoje wiem.
- Gdyby to - wyciągam dłoń z dwoma złotymi - było pięć złotych, moneta byłaby mniejsza i miałaby inny brzeg. To na pewno dwa złote.
- Dzieciak dobrze mówi. Niech mu pani odda pieniądze - słyszę męski głos, a po chwili na mojej dłoni ląduje dwa złote. Cóż, człowiek, który mnie obronił, musiał być nieźle umięśniony, bo ekspedientka od razu skapitulowała. Chowam pieniądze do kieszeni i wracam do domu.
Wieczorem postanawiam poczytać książkę. Niestety - jestem tak zmęczony, że litery rozmazują mi się pod palcami, gubię wątek, kilka razy zaczynam czytać najpierw w pierwszej, a potem nagle w czwartej linijce. Postanawiam więc jak najszybciej udać się do łóżka. Pozwalam tacie sprawdzić mi zadanie (zrobiłem tylko dwa błędy w literach - to mój mały sukces) i pomóc mi w spakowaniu się do szkoły. Idę do łazienki, wchodzę do wanny i myję się. Następnie idę do pokoju, siadam na pościelonym przez mamę łóżku i kieruję głowę w stronę okna. Już jest noc. Zawsze mnie ciekawiło, jak wygląda noc. Wszyscy zawsze powtarzają mi, że noc jest wtedy, kiedy jest ciemno. Ale co to właściwie znaczy, że jest ciemno...? Czy to tak, jak ja widzę? Ale ja przecież nie widzę prawie nic. Czy ciemność znaczy nic? Czy noc to jedna wielka nicość...?
W końcu daję spokój rozmyślaniom i kładę się do łóżka. Zamykam oczy, choć i tak nie robi mi to większej różnicy i po kilkunastu minutach zasypiam. I wcale nie śnią mi się kolorowe sny, chociaż ludzie mówią, że niewidomi śnią kolorowo. Ale to nieprawda. No bo jak mamy śnić kolorowo, skoro nie wiemy, jak wyglądają kolory?
I tak właśnie wygląda mój dzień. Żyję jak każdy inny chłopak w moim wieku. Mój dzień jest taki, jak każdego innego nastolatka. Tylko... trochę po omacku.
***

poniedziałek, 3 października 2016

listy do jesieni *2


Droga Jesieni,

Odkryłam kilka rzeczy, które sprawiają, że jesteś piękniejsza. Co prawda niesamowicie mnie rozleniwiają, jak Ty sama, przez co uczę się znacznie mniej i stresuję się znacznie więcej, chociaż oceny mam całkiem niezłe. Pierwszą rzeczą jest film Amelia, co w sumie nie jest niespodzianką. bo film uwielbiam od dawna i jest idealny na długie wieczory, ale teraz odkryłam na nowo jego magię i zrozumiałam o wiele lepiej. Ale oprócz tego pokochałam soundtracki, i to nie tylko z Amelii. Jeden z najpiękniejszych pochodzi z ekranizacji Alicji w krainie czarów. Uważam te odkrycia za takie małe dary od Ciebie. Dary - podpowiedzi, jak przetrwać zimne dni, kiedy książki kojarzą się jedynie z nauką i konkursem przedmiotowym z polskiego. Dziękuję.
Jak to jest, że wystarczy drobna rzecz w morzu smutku, żeby uczynić człowieka szczęśliwym?

**