poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Strażniczka książek Mechthild Gläser - recenzja

Czy chcielibyście kiedyś przenieść się do książki? Uczestniczyć w przygodach swoich ulubionych bohaterów i wędrować po światach, o których zawsze marzyliście? Bohaterka Strażniczki książek dostała taką szansę.

W świecie książek dzieje się coś dziwnego. Alicja ciągle nie spotkała Białego królika, z Małego księcia zniknęła róża,  portret Doriana Greya zaginął, a ktoś okradł Draculę. Panuje totalne zamieszanie, a zaradzić temu może tylko jedna osoba - szesnastoletnia Amy Lennox - Strażniczka książek. Ale nie tylko w książkowej rzeczywistości coś jest nie tak. Bliscy dziewczyny również coś ukrywają.

Pomysł na fabułę jest genialny i w sumie dziwię się, że nikt wcześniej na niego nie wpadł. Podróżowanie po książkowej rzeczywistości? To coś cudownego! Dodatkowo przez książkę przewijają się powieści, które uwielbiamy: Hamlet, Cudowna lampa Aladyna, Alicja w Krainie Czarów, Mały książę. Pojawiają się też Cierpienia młodego Wertera i przez całą książkę miałam z niego bekę.

- Witam, panienko Amy. Cierpię (#najlepszeprzwitanieświatawerter) 

Bohaterowie z realnego świata nie są jakoś cudownie wykreowani. Autorka przyłożyła się bardziej do kreacji bohaterów drugo czy trzecioplanowych, a o samej Amy nie wiemy zbyt dużo. Tak naprawdę czasami bardzo mnie irytowała. Mam wrażenie, że nie zachowywała się jakby miała szesnaście, a dwanaście lat. Mimo wszystko są to bohaterowie, którym się kibicuje. W większości wzbudzają sympatię. W dodatku z większością z nich świetnie mogłabym się porozumieć, ze względu na ich zamiłowanie do literatury - na przykład jedną z ulubionych książek Amy była Momo, którą ja sama uwielbiam.

Fabuła momentami wydawała się banalna, miało się wrażenie, że rozwija się bardzo powoli, a potem nagle okazywało się, że nie. Że tak naprawdę nic nie jest takie jak myśleliśmy i nie możemy się oderwać.

Do tego dochodzą fragmenty baśni, publikowane po każdym z rozdziałów. Najpierw w ogóle nie wiemy o co chodzi, później wszystko zaczyna pasować do siebie.

Podsumowując: mimo drobnych niedociągnięć, książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Odegnałam nią kaca książkowego - pochłonęłam ją w niecałe dwa dni, chociaż od dwóch tygodni nie byłam w stanie niczego przełknąć. To bardzo przyjemna książka. Bije od niej niesamowite ciepło i czuję, że jeszcze kiedyś do niej wrócę.

***
 Mam nadzieję, że podobała się Wam ta recenzja (chociaż nie była to taka w pełni poważna recenzja #pozdrawiamhasztagi, ale nie mogłam się powstrzymać :') )
Aha, i jeszcze informacja o tym, dlaczego mam taką bekę z Wertera:
Werter miał w życiu tak przerąbane, że nawet kiedy popełniał samobójstwo, nie trafił i przez dwanaście godzin leżał i się wykrwawiał. (obóz literacki pozdrawia tak btw)
Do napisania ^^

2 komentarze:

  1. Słyszałam o tej książce i swego czasu bardzo chciałam po nią sięgnąć, tylko miałam pewne obawy i w końcu się wstrzymałam. Ale w sumie może i bym przeczytała? Bo ta podróż po książkowych światach brzmi niesamowicie! Myślę, że też bym ciągnęła bekę z Wertera:D
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
  2. MOMOOOO <33333333333333 LOVE
    *czytam dalej*
    Werter, na Orma! Ta książka zapewne jest tragiczna, ale ja bym się z niej śmiała cały czas :D
    Widziałam ją w krakowskim empiku i już-już miałam kupować, ale stać mnie było tylko na jedną. Cóż, z książkami Moersa żadna nie może konkurować, więc jestem szczęśliwą posiadaczką "Rumo i cuda w ciemnościach" (kocham książki Moersa nad życie. To najlepsza literatura. Love).
    Pozdrawiam i życzę dobrego rozpoczęcia roku szkolnego! kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń

Będę zaszczycona, jeśli po przeczytaniu posta napiszesz tu kilka słów. Zyskasz moją dozgonną wdzięczność. Możesz też zostawić link do Twojego bloga, chętnie zajrzę i poczytam ^^