sobota, 31 grudnia 2016

Mieszanka wybuchowa

Obawiam się że ten post będzie długi. Długi, sentymentalny i pełen okrzyków radości. W razie czego proszę, pożyczcie mi chusteczkę. Zapraszam na mieszankę wspomnień, odkryć i osiągnięć, czyli podsumowanie roku 2016! 


Nie wiem, kiedy on zleciał. Niby to oklepane i tak dalej, ale co poradzę na to, że wydaje mi się, że dopiero wróciłam z filmu Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy, a tutaj już na ekranach kin Łotr 1 (na którego się nie wybieram, bo widziałam tylko trzy części, i to nawet nie pierwsze?)? Okej, to porównanie było słabe, ale tak właśnie się czuję. Pstryknięcie trwa dłużej niż ten rok. Mam do niego też mieszane uczucia, bo chociaż dla mnie był dobry, to dla świata nie bardzo.

Odkrycia

Tutaj nie będzie zbyt ciekawie, ponieważ jak to mówią Stare, ale jare. Mimo to w tym roku zachwycałam się wieloma rzeczami. Możecie o tym poczytać w ulubieńcach (tych, tych i tych), a także tutaj, teraz:

Literatura

To brzmi bardzo mądrze, ale tak naprawdę chodzi po prostu o książki, czy raczej o dwóch autorów. Dodam, że autorów gatunków, po który rzadko sięgam. Dodam, że polskich autorów. Przed państwem... *fanfary*
Katarzyna Puzyńska oraz Remigiusz Mróz!
Nie będę się tutaj jakoś bardzo rozpisywać, bo na książki mam przewidziany osobny post, ale nie mogłam nie umieścić tutaj tej kategorii i tych dwóch genialnych ludzi. Kocham ich styl. Uwielbiam postaci, które tworzą. Ich powieści często trzymały mnie w napięciu (chociaż, to fakt, nie czytałam ich zbyt dużo) - w końcu to thrillery prawnicze i kryminały. Mogę się nawet pochwalić, że kilka razy moje zdjęcia z Motylkiem były na fb Katarzyny Puzyńskiej, a Mróz polubił moje zdjęcie na Instagramie. mogę umierać

Muzyka 

Tutaj jestem w stanie napisać troszeczkę więcej. Zaczynamy oczywiście od Lindsey Stirling, czyli skrzypaczki, którą po prostu uwielbiam. Ma ogromny talent, równocześnie gra na skrzypcach i tańczy, a do tego jej wykonania sprawiają, że mam autentycznie ciary. W ogóle podziwiam ludzi, którzy grają na instrumentach innych niż ukulele i pianino, a skrzypce to zawsze była dla mnie czarna magia, co potęguje mój zachwyt... Nic tylko słuchać!


W tym roku zakochałam się także w winylach. Nie mam tutaj jak wrzucić nagrania, bo tego trzeba po prostu posłuchać, ale do teraz moja miłość nie zmalała i gdy tylko mam dużo wolnego czasu i ogromną potrzebę relaksu wyciągam mój stary gramofon (niestety nie wygląda on tak jak te ze starych filmów, to bardziej pudełko) i płytę Beatlesów, bo ich muzyki najlepiej słuchać z płyt winylowych.

O soundtrackach już kiedyś pisałam, ale to właśnie w tym roku zakochałam się w nich na maksa. Tutaj  będę się rozpisywać, ponieważ przewiduję na to osobny post; ale ponieważ ostatnio w ulubieńcach wrzucałam soundtrack z Alicji w Krainie Czarów, to teraz przyszedł czas na drugą część.



Jeszcze tylko wspomnę o Leslie Odom Jr. (nie mam pojęcia jak to się odmienia :c) i jego piosence, która ostatnio podoba mi się najbardziej, a że śpiewa tam też Daveed Diggs, to jest to dla mnie combo szczęścia!



Filmy

Przyznaję się bez bicia - kinomanką nie jestem. Wolę musicale i bajki Disney'a, a, umówmy się, nie są to rzeczy, które wszyscy mają na myśli kiedy mówią "filmy". Mimo to w tym roku obejrzałam kilka produkcji, które bardzo mi się spodobały.

Planeta singli

O niej pisałam już tutaj, więc nie zamierzam się zbytnio powtarzać - po prostu polecam.

Za jakie grzechy, dobry Boże?

Kolejna komedia, yaay! ^^ 
Tym razem trochę bardziej kontrowersyjna. Porusza tematy takie jak rasizm, miłość, ukazuje różne religie.  Opowiada o małżeństwie, Claude i Marie, którzy ciężko znoszą małżeństwa swoich trzech córek z mężczyznami o odmiennych religiach. Kiedy najmłodsza mówi im, że wychodzi za katolika, nie posiadają się z radości. Ale i z tego wynikają komplikacje. 

The fall 

Mówiłam już, że nie akceptuję polskiego tytułu? boże kto to przetłumaczył na magię uczuć 
Ten film. Jest tak bardzo. Feelings. Że nie wiem czy kiedykolwiek obejrzę go drugi raz. Ponieważ tak ryczałam. Ponieważ nie potrafię żyć po nim normalnie. Nie potrafię. Nie umiem też o nim opowiadać. Przepraszam.. 

Ile waży koń trojański 

Sylwester 1999. Zofia jest szczęśliwą matką i żoną. Chociaż niedawno zmarła jej babcia, nie układa jej się z matką, a jakiś czas temu rozstała się z mężem, to w końcu znalazła nowego partnera, który jest kochający i dba o nią i jej córeczkę Florkę. Jednak coś idzie nie tak. Na przełomie lat 1999/2000, czyli na początku nowego millenium przenosi się w czasie. 
Może nie jest to film przeznaczony dla osób w moim wieku - w końcu urodziłam się po 2000 roku, a w dodatku ktoś może powiedzieć, że to produkcja dla starszych pań, ale w sumie mam to gdzieś. 

Serial

To zdecydowanie najkrótsza kategoria, ponieważ 'włożę' do niej tylko 1815 vlog, czyli serial internetowy. [Tak, pamiętam że Stranger things istnieje, zabiorę się za to jak tylko znajdę wolną chwilę]

Musicale 

Metro jest cudowne, każdy to wie. Nawet jak nie widział tego świetnego musicalu, to i tak wie. Mówię o nim w prawie każdym poście, bo jest to zdecydowanie mój ulubiony musical i nie wiem, jakim cudem zobaczyłam go dopiero w maju tego roku. Kocham.



Hamilton również załapał się na listę moich ulubionych musicali. 



Oprócz tego słuchałam trochę piosenek z The book of Mormon i Matilda, ale jakoś nie zagłębiałam się w fabułę.



To już koniec części z odkryciami - czas na to, co mi się udało i co chcę osiągnąć w przyszłym roku.


Udało mi się
Nauczyć się grać na ukulele 
Zrozumieć, że weekend to czas odpoczynku, a nie zakuwania od rana do nocy
Napisać kilkanaście opowiadań (mniej lub bardziej udanych)
Zostać laureatką konkursu Lipa 2016
Nauczyć się rapować (można tak powiedzieć..)
Nauczyć się walczyć o swoje
Zostać laureatką konkursu Jonasz 
Pojechać na kolejny recital Studia Accantus
Zobaczyć dwa razy (!) na żywo musical Metro

W zeszłym roku obiecywałam sobie regularność na blogu. Niestety - przez większą część 2016 się obijałam - posty pojawiały się raz na miesiąc, czasami rzadziej. Ostatnio jednak się ogarnęłam i staram się wrzucać je co najmniej raz na tydzień. Udało mi się też ogarnąć wygląd bloga i jak na razie całkiem mi się podoba. Nie chcę teraz obiecywać, że w przyszłym roku będę na pewno pisać regularnie. Zamierzam się po prostu starać :)
No i chciałabym zacząć pisać częściej i coś większego. Chciałabym napisać powieść. (to było bardzo trudne przyznać się do tego) Wiem, że jest to nierealne, bo moje wszystkie pomysły mogę rozwinąć co najwyżej w kilkunastostronowe opowiadanie, ale zamierzam szukać inspiracji i pomysłów wszędzie. Uważaj świecie - nadchodzę, czy coś.

Chciałabym Wam bardzo podziękować za każde wyświetlenie i komentarz, które przybyły w tym roku. Mam nadzieję, że był on dla Was dobry. No i oczywiście

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!
M.


środa, 21 grudnia 2016

Listy do jesieni *5


Droga Jesieni...

Byłaś pierwszą jesienią, która naprawdę mi się spodobała. Pokochałam cię taką, jaką jesteś i.. Chyba będę tęsknić. Pomimo deszczu, egipskich niemalże ciemności gdy wstawałam i wracałam do domu i wieczorów, które najczęściej spędzałam sama z książką do geografii lub chemii... Było naprawdę super. Nie byłaś złotą polską jesienią. Nie byłaś ciepła. Nie wprowadziłaś mnie łagodnie w zimę. Raczej wylałaś wszystko na głowę, jak wiadro pomyj (albo zimnej wody. To chyba o wiele lepsze porównanie).
Ale takie coś czasami jest potrzebne. Zupełnie jak z ludźmi. Często potrzebujemy kogoś, kto wkroczy w nasze życie gwałtownie, wprowadzi mnóstwo zmian i wywoła totalny chaos, ale bez takich osób życie byłoby monotonne.
Dziękuję.
Żegnam się o wiele szybciej niż planowałam, ale cóż - może tak chciało życie..?
M.

wtorek, 13 grudnia 2016

Bardzo dużo świątecznych i nie tylko inspiracji, czyli ulubieńcy

Przepraszam za tak długi brak postów, ale blogger wariuje, i dwa razy usunął mi ten, a raz trzy czwarte relacji (która się pojawi, jak tylko zmotywuję się i napiszę ją praktycznie OD POCZĄTKU ;-;).
W każdym razie..
Cześć!
Wiecie, co robi człowiek, kiedy nie ma pomysłu na posta? Pisze post o ulubieńcach! Teraz będą ulubieńcy jesienno-zimowi, bo w sumie przyszła taka pora roku. #odkryciaroku2k16


Lin-Manuel Miranda
O tym człowieku już kiedyś pisałam, ale wtedy skupiłam się bardziej na jego muzyce. Ostatnio zaczęłam odkrywać bardziej jego osobowość - Lin jest cudowną, bardzo inspirującą osobą. Uwielbiam go i bardzo podziwiam za to wszystko, co osiągnął. Cały czas mu kibicuję i, to trochę straszne, ale stalkuję go dosłownie wszędzie. Co może wydać się niepokojące, bo ma żonę i dziecko o imieniu Sebastian. Ludzie, jakie to jest urocze że jego syn ma na imię Sebastian!! 



1815 vlog 
 Serial internetowy, który odkryłam dzięki Poli (oczywiście nie skomentowałam Twojego posta, bo blogger ;-;). To, że kamera znalazła się w rękach dam z 1815 roku, jest świetnym pomysłem, i to wykonanie.. Jestem zachwycona. Perypetie głównych bohaterek, Clary i Rose zawsze potrafią mnie rozbawić, a gdy tylko coś idzie nie po ich myśli, przeżywam to prawie tak samo mocno, jak one. Pierwszy sezon zaczęłam i skończyłam tego samego dnia, a teraz postanowiłam sobie to jakoś dawkować, bo chcę przeżywać tę "przygodę" jak najdłużej. 



Simply Christmas 🎵
by Leslie Odom Jr. 
Jest to album Leslie Odom Jr., którego możecie kojarzyć z musicalu Hamilton. Już wcześniej od czasu do czasu słuchałam jego piosenek, ale w tych się po prostu zakochałam. Od teraz wszystkie inne świąteczne piosenki będą mi się kojarzyć z tandetą (nie, żeby niektóre już nią nie były, ale za to je kochamy). W tych utworach oddany jest cały klimat świąt i wypełnia mnie takie cudowne ciepło, kiedy słyszę jego głos. Wiem, że to brzmi tandetnie, ale co poradzę na to, że tak uważam..? Cóż, po prostu zapraszam do słuchania:



Alice in Wonderland and Alice through the looking glass soundtrack

Trochę to smutne, że ten soundtrack stał się jednym z moich ulubionych dopiero kilka lat po premierze filmu, ale jest cudowny, więc postanowiłam go tutaj umieścić. Świetna muzyka, magiczna i pobudzająca wyobraźnię. Kocham, po prostu kocham. Jeśli jest na sali (trochę się zapędziłam ale nieważne) ktoś, kto jeszcze tego nie słuchał, niech teraz włączy. 
Do tego soundtrack z drugiej części (której jeszcze nie widziałam, ale to się kiedyś zmieni, jak tylko przestaną mnie nękać sprawdziany), który jest równie świetny. Nic, tylko słuchać!


Masło orzechowe 🍯
Ponieważ ja to ja, w ulubieńcach nie mogło zabraknąć jedzenia. Masła orzechowego spróbowałam jakiś czas temu na gofrze (razem z bananami i miodem) i to było pyszne. Tylko tyle mogę powiedzieć. Masło orzechowe życiem, dziękuję za uwagę.

Pomaganie
To trochę dziwne, ale musiałam to tu umieścić, bo tak jakoś mnie natchnęło. Powodem wszystkiego była Szlachetna paczka, w której jako wolontariuszki biorą udział moja mama i ciocia. Cały ostatni weekend spędziliśmy na pakowaniu prezentów i... Nie wiem, co chcę tu napisać, ale pomaganie jest ekstra. Pomagajcie. 

kot w wianku zupełnie tu nie pasuje, ale czy nie jest uroczy?

To by było na tyle. Może nie jest tego dużo, ani nie są to jakieś mega ciekawe rzeczy, ale to dlatego, że zabrakło tu książek. Dla nich szykuję kilka osobnych postów. 
Chciałabym napisać jakieś kreatywne pożegnanie, ale coś mi nie idzie, więc po prostu życzę miłego dnia/wieczoru/nocy.
M. ✨

piątek, 11 listopada 2016

listy do jesieni *4




Droga Jesieni, 

Jakoś tak lubię się ostatnio zmęczyć w tygodniu. Uwielbiam, kiedy przez cały tydzień codziennie padam na twarz, bo kiedy w piątek wieczorem wreszcie mogę wskoczyć do łóżka z książką i laptopem i bezkarnie się relaksować, bez wrażenia Nic w tym tygodniu nie zrobiłam, to czuję się cudownie. Chociaż często narzekam, że jest za zimno, za ciemno, za dużo nauki, to jednak ma to swój urok. No i przynajmniej mogę nosić cieplutkie swetry. Chyba się powtarzam, ale jak słusznie zauważyła Anna Maria, potrafisz nam, Jesieni,  porządnie namieszać w głowie... Chyba po raz pierwszy coś takiego mi się przytrafiło, ale cieszę się. Jesieni, jesteś w tym roku zupełnie inna. Czy lepsza? Nie wiem. Naprawdę nie wiem.

niedziela, 30 października 2016

listy do jesieni *3



Droga Jesieni,


Przesadziłaś. To, że ucieszyłam się, że przyszłaś, nie oznacza, że możesz robić, co ci się podoba. Ulewa, a później kilka godzin w mokrych ubraniach na zajęciach to nie jest nic przyjemnego. Nawał nauki i lektur nie poprawia sytuacji. Przepraszam, ale mam dość i chyba zaczyna mnie dopadać melancholia. Jest zimno. Bardzo zimno. I brzydko. Chociaż teraz nie jest tak źle. Kiedy to piszę, dochodzi pierwsza w nocy, ja słucham piosenek z bajek Disney'a i popijam herbatę. Na zewnątrz pada, a mnie to odpowiada. Za takie chwile, Jesieni, Cię uwielbiam. No i jakby na to nie patrzeć, przyniosłaś ze sobą, oprócz niepogody, Targi Książki, więc chyba jednak skłonię się do określenia, że jesteś super.  czy to hipokryzja?  

sobota, 15 października 2016

A to Lipa

Ten post piszę jeszcze w wielkiej ekscytacji, chociaż opublikuję go dopiero później. Pamiętacie może konkurs pisarski Lipa, w którym rok temu zdobyłam tytuł laureata...? Otóż... W tym roku też mi się to udało!  Nie potrafię opisać, jak się cieszę, zwłaszcza, że mój zeszłoroczny tekst był wg mnie lepszy. Ale...  <33 Jak już udało mi się znaleźć w centrum uwagi, to opowiem krótką historię tego. Otóż, kiedy miałam 11-12 lat w zeszycie nabazgrałam kilka zdań o poranku osoby niewidomej. Było to bardzo dziwne i nie doszukujcie się tego w tym tekście. Kiedy to znalazłam, postanowiłam wykorzystać to jako coś w rodzaju inspiracji.
Okej, zanim roztopię się z tej dumy, przedstawię wam moje opowiadanie. Przed państwem...

Po omacku

Kiedy rano otwieram oczy, widzę... nic. Po prostu nic. Nie niepokoi mnie to, chociaż, oczywiście, wolałbym coś widzieć. Ale, jak codziennie, wstaję i dobrze znaną drogą idę do kuchni.
- Cześć - rzucam w przestrzeń, licząc, że mama jest już w kuchni i robi śniadanie.
- Cześć - odpowiada mi głos gdzieś z lewej. Po chwili czuję, że ktoś (mama) delikatnie ujmuje mnie za ramię i prowadzi do stołu. Wsadza mi w dłoń łyżkę, a ja zaczynam jeść owsiankę. Nie jest to łatwe, zwłaszcza, kiedy jest się niewidomym, ale lata praktyki zrobiły swoje. Nie będę opisywał wszystkich porannych czynności - ubierania się, mycia - ponieważ przebiegają w taki sam sposób, jak u normalnego nastolatka, tylko trochę... Po omacku.
W końcu biorę swoją laskę (bardzo nie lubię tego słowa), ubieram ciemne okulary  i wychodzę z domu. Przechodzę przez ulicę, skręcam w lewo, idę piętnaście kroków prosto, skręcam w prawo i idę czterdzieści kroków. Słyszę pokrzykiwania uczniów i czuję, jak mnie potrącają. Oznacza to, że dotarłem do szkoły. Staję z boku i czekam na mojego przyjaciela, Benedykta. Kilka minut później czuję lekkie uszczypnięcie w lewy nadgarstek i się uśmiecham.
- Hej, Ben.
- Cześć - mówi i razem wchodzimy do szkoły.
Na szczęście pierwszą lekcję mamy na parterze. Idziemy przez korytarz, jakoś torując sobie drogę. Później Ben delikatnie popycha mnie, dając do zrozumienia, że mam skręcić i wejść do klasy. Robię to i zajmuję miejsce w jednej z ławek. Mój przyjaciel wyjmuje moje książki i po chwili zaczyna się lekcja. Nauczyciel historii rozpoczyna nowy temat. Lubię ten przedmiot. Nie trzeba dużo pisać ani czytać, wystarczy słuchać nauczyciela, który, swoją drogą, całkiem ciekawie opowiada. To nieco dziwne - zapewne dobija siedemdziesiątki - tacy ludzie z reguły przynudzają. Ale on nie. W swoich okularach - połówkach niczym Albus Dumbledore z Harry'ego Pottera, patrząc na uczniów zielono - brązowymi oczami opowiada bardzo ciekawie. Od czasu do czasu uśmiecha się, jakby to wszystko były jego własne wspomnienia. To znaczy, tak myślę. Bardzo możliwe, że jest to ponury mężczyzna o szarych, zmęczonych oczach. I może wcale nie nosi okularów. Lubię wyobrażać sobie, jak wyglądają inni ludzie. Wyobraźnia to jedyne, co mi zostało.
Z zamyślenia wyrywa mnie szturchnięcie Bena. Najwyraźniej musimy otworzyć książki i obejrzeć jakieś zdjęcie rycerza z czasów średniowiecza. Cóż, to akurat mój słaby punkt. O ile z czytaniem i pisaniem jakoś sobie radzę, o tyle obrazki i zdjęcia nie są przecież zapisane Brailem. A zamieszczone obok nich krótkie opisy średnio pomagają. Mimo to szybko przesuwam palcami po stronach i "czytam". Zastanawiam się, czy reszta klasy się we mnie wpatruje. W końcu jako jedyny mam książki w alfabecie braila i tylko ja zamiast normalnie czytać - przesuwam palcami po kartkach. Może mi współczują. Może mnie podziwiają że umiem czytać dotykiem...? W każdym razie wiem jedno - na pewno mi nie zazdroszczą. O ile czasem zdarza mi się usłyszeć coś w stylu "Hej, ale super, nie musisz ćwiczyć na wf-ie...", to jednak nikt nie oddałby mi swojego wzroku.
Bo, widzicie, bycie niewidomym, oprócz tego, że nie widzimy otaczającego nas świata, ma również wiele innych utrudnień. Na przykład, kiedy ktoś nas czymś częstuje (nawet jeśli to ktoś, komu teoretycznie powinniśmy ufać, np. kolega z klasy), nigdy nie mamy pewności, czy nie chce nas otruć. A gdy mamy się z kimś spotkać, nie wiemy, czy osoba, która przyjdzie, to na pewno ta, z którą się umówiliśmy. W każdej chwili ktoś może nas popchnąć lub zrobić nam krzywdę. Przecież na świecie nie ma samych uczciwych ludzi.
Dzień jakoś mi mija. Hiszpański, fizyka, biologia, wf, dwie chemie i matematyka - jakoś to przeżywam, a potem Ben odprowadza mnie do domu. Rozstajemy się tuż przy drzwiach. Wchodzę do środka. Mama zapewne gotuje obiad, świadczy o tym unoszący się w powietrzu zapach. Ruszam w stronę kuchni. Wyobrażam sobie, że mama odwraca się od kuchenki, gdy przekraczam próg i uśmiecha się na mój widok. Potem może miesza zupę w garnku i w końcu mówi:
- Cześć, synu, jak było w szkole?
- Dobrze - odpowiadam.
Siadam przy stole. Wyciągam zeszyty z plecaka. Jakoś staram się odrobić zadanie z matmy - pisanie długopisem nie jest takie proste, ale jakoś mi się udaje. Rodzice zapisali mnie kiedyś na taką terapię - uczono mnie tam pisać. Spróbujcie kiedyś napisać coś z zamkniętymi oczami - nie jest to proste, prawda? Ale jeśli będziecie dużo ćwiczyć, w końcu dojdziecie prawie do perfekcji. Ja niestety nie mogę sprawdzić, czy nie pokręciłem liter lub czy wszystko jest napisane idealnie prosto. Dowiem się dopiero wieczorem, jeśli tata mi to sprawdzi, lub jutro w szkole. Chowam zeszyt do plecaka, kiedy słyszę głos mamy:
- Pójdziesz po śmietanę? Zupełnie zapomniałam kupić, a muszę pilnować zupy.
Kiwam głową i biorę od niej banknot. Udaje mi się rozpoznać, że to dziesięciozłotowy. Wychodzę z domu. Drogę do osiedlowego sklepiku mam wyrytą na pamięć, więc bez trudu trafiam. W dodatku idąc tam nie trzeba przechodzić przez drogę, więc moje zadanie tym bardziej jest ułatwione. Sklep jest samoobsługowy. Podchodzę do kasy, a ponieważ nie słyszę, aby ktoś był przede mną, pytam:
- Przepraszam, gdzie jest lodówka?
- Tam - odpowiada mi ekspedientka znudzonym głosem.
- Gdzie? - dopytuję.
- No, tam - kobieta zaczyna się niecierpliwić. - Za półką z chipsami.
No tak. Nie wziąłem okularów, więc może nie wiedzieć, że nie widzę.
- Przepraszam, ale czy mogłaby mnie pani zaprowadzić? Bo ja jestem niewidomy.
- Dobra - mówi, po czym demonstracyjnie mocno chwyta mnie za nadgarstek i prowadzi do lodówki. Staram się zapamiętać tę trasę. Chociaż często chodzę do tego sklepu, z reguły sprzedawczynie same pytają mnie, czego szukam, bo mnie znają. Ta musi być nowa. Nie poznaję jej głosu.
W lodówce udaje mi się znaleźć śmietanę, jakoś wracam do kasy i płacę. Potem długo mozolę się z zebraniem monet i sprawdzeniem, czy aby na pewno otrzymałem wyliczoną resztę. Niestety, tym razem tak nie jest.
- Przepraszam - odzywam się głośno. - Wydała mi pani dwa złote za mało.
- Wszystko jest dobrze.
- Niestety nie. Zapłaciłem trzy dziewięćdziesiąt dziewięć. Powinienem otrzymać sześć złotych i grosz reszty. Tutaj są dwa złote, tu też dwa, a tu grosik. Brakuje jeszcze dwóch złotych.
- Musiało ci się coś pomieszać. Tu jest pięć złotych, tu złotówka, a tu grosz. Tak to jest, jak się nie widzi - kwituje kasjerka.
Ja jednak jestem przyzwyczajony do takich sytuacji i swoje wiem.
- Gdyby to - wyciągam dłoń z dwoma złotymi - było pięć złotych, moneta byłaby mniejsza i miałaby inny brzeg. To na pewno dwa złote.
- Dzieciak dobrze mówi. Niech mu pani odda pieniądze - słyszę męski głos, a po chwili na mojej dłoni ląduje dwa złote. Cóż, człowiek, który mnie obronił, musiał być nieźle umięśniony, bo ekspedientka od razu skapitulowała. Chowam pieniądze do kieszeni i wracam do domu.
Wieczorem postanawiam poczytać książkę. Niestety - jestem tak zmęczony, że litery rozmazują mi się pod palcami, gubię wątek, kilka razy zaczynam czytać najpierw w pierwszej, a potem nagle w czwartej linijce. Postanawiam więc jak najszybciej udać się do łóżka. Pozwalam tacie sprawdzić mi zadanie (zrobiłem tylko dwa błędy w literach - to mój mały sukces) i pomóc mi w spakowaniu się do szkoły. Idę do łazienki, wchodzę do wanny i myję się. Następnie idę do pokoju, siadam na pościelonym przez mamę łóżku i kieruję głowę w stronę okna. Już jest noc. Zawsze mnie ciekawiło, jak wygląda noc. Wszyscy zawsze powtarzają mi, że noc jest wtedy, kiedy jest ciemno. Ale co to właściwie znaczy, że jest ciemno...? Czy to tak, jak ja widzę? Ale ja przecież nie widzę prawie nic. Czy ciemność znaczy nic? Czy noc to jedna wielka nicość...?
W końcu daję spokój rozmyślaniom i kładę się do łóżka. Zamykam oczy, choć i tak nie robi mi to większej różnicy i po kilkunastu minutach zasypiam. I wcale nie śnią mi się kolorowe sny, chociaż ludzie mówią, że niewidomi śnią kolorowo. Ale to nieprawda. No bo jak mamy śnić kolorowo, skoro nie wiemy, jak wyglądają kolory?
I tak właśnie wygląda mój dzień. Żyję jak każdy inny chłopak w moim wieku. Mój dzień jest taki, jak każdego innego nastolatka. Tylko... trochę po omacku.
***

poniedziałek, 3 października 2016

listy do jesieni *2


Droga Jesieni,

Odkryłam kilka rzeczy, które sprawiają, że jesteś piękniejsza. Co prawda niesamowicie mnie rozleniwiają, jak Ty sama, przez co uczę się znacznie mniej i stresuję się znacznie więcej, chociaż oceny mam całkiem niezłe. Pierwszą rzeczą jest film Amelia, co w sumie nie jest niespodzianką. bo film uwielbiam od dawna i jest idealny na długie wieczory, ale teraz odkryłam na nowo jego magię i zrozumiałam o wiele lepiej. Ale oprócz tego pokochałam soundtracki, i to nie tylko z Amelii. Jeden z najpiękniejszych pochodzi z ekranizacji Alicji w krainie czarów. Uważam te odkrycia za takie małe dary od Ciebie. Dary - podpowiedzi, jak przetrwać zimne dni, kiedy książki kojarzą się jedynie z nauką i konkursem przedmiotowym z polskiego. Dziękuję.
Jak to jest, że wystarczy drobna rzecz w morzu smutku, żeby uczynić człowieka szczęśliwym?

**

poniedziałek, 26 września 2016

listy do jesieni *1


Droga Jesieni,

Jak zwykle przyszłaś za szybko i zbyt niespodziewanie. Nie mówię tutaj o Twoim pierwszym dniu - chociaż z reguły kiedy o nim myślę, nie kojarzę go z Twoim przybyciem, a raczej z urodzinami mojej mamy. Jeszcze całkiem niedawno narzekałam na upał, piłam lemoniadę i biegałam po mieście w spódnicach. A teraz narzekam na senność i deszcz, parzę sobie usta gorącą herbatą i prawie nie wychodzę z domu jeśli nie muszę, bo jest za zimno, a ja wciąż usiłuję przetrwać w trampkach.
To jednak niesamowite, bo kiedy wreszcie pożółkły liście, przyszedł chłód i melancholia, poczułam ulgę. Nic się nie zmieniło. Wyciągnęłam świeczki o zapachu pomarańczy, jeszcze więcej ciepłych koców, niebieski wełniany sweter i listę książek do przeczytania. Chociaż prędzej czy później na nowo zacznie męczyć mnie ciemność i zbyt dużo nauki, na razie cieszę się tym, co jest.

***
Do zrobienia takiej serii na moim blogu zainspirowała mnie cudowna totallbooknerd7, która z kolei inspirowała się Carrie Hope Fletcher. Będzie to nieco inna forma moich wywodów - chcę spróbować czegoś innego, bardziej poważnego i refleksyjnego.
Nie wiem, jak często będą się pojawiały takie notki, wiem tylko, że będą dosyć krótkie. Mam nadzieję, że mimo to Wam się spodobają. (aha, i favikona się ogarnęła, jak w sumie już zauważyliście)
e n j o y   a u t u m n

wtorek, 20 września 2016

Muminkowe wywody #9 - chwała Poli i mnóstwo spraw technicznych

Dzisiaj przyszedł czas na kolejną odsłonę Wywodów, czyli paplania o wszystkim i o niczym.
Hura!
***
Jak zapewne widzicie (znowu) zmieniłam wygląd bloga - i to dość porządnie. Co prawda mam niewielkie wątpliwości co do tła, więc proszę, napiszcie, czy nie przeszkadza w czytaniu, ale zmieniłam czcionkę na większą i bardziej klasyczną #teamtimesnewroman, więc mam nadzieję, że będzie okej. Do zmiany wyglądu, oprócz tego, że dawno go nie zmieniałam (jakoś od kwietnia), popchnęła mnie Pola. Pola, która w jednym ze swoich ostatnich postów wspomniała o cudownym i genialnym Marco Somie. To właśnie jego ilustracje umieściłam na banerze. Kocham go za wszystko. Kreskę, to, jak bardzo zwraca uwagę na szczegóły, no i za to, jak uspokajają mnie jego obrazki. Polu - dziękuję, dziękuję, dziękuję za to, że zaraziłaś mnie miłością do niego.

http://marcosoma.blogspot.com/
No i - ostatnio czytam baardzo dużo blogów i zauważyłam, że te z większą czcionką i jasnymi nagłówkami przyjemniej się czyta, a że takie elementy pasują do nowego bannera, postanowiłam, że też tak zrobię. Jak na razie mi się podoba.
A jak już jesteśmy przy kwestiach organizacyjnych - stworzyłam ankietę. Ponieważ, jak zdążyliście pewnie zauważyć, ostatnio staram się być systematyczna i ulepszać bloga, więc chcę, abyście mi w
tym pomogli. Kliknijcie tutaj, aby wziąć udział w ankiecie ^^ (jest bezpłatna i anonimowa)
No i czy ktoś może mi pomóc - jak usuwa się favikonę? Ustawienia twierdzą, że już jej nie ma, wchodzę na bloga, a tam ta uśmiechnięta buźka ;-; Chyba, że to mój komputer wariuje... Dajcie mi znać, czy do Was też się uśmiecha ta mała cholera i czy wiecie, co z nią zrobić, bo próbowałam już wszystkiego...
***
Zaczyna się jesień. Osobiście mam do niej mieszane uczucia. Nienawidzę jej bo szkoła, bo wcześnie robi się ciemno, często pada, jestem wiecznie zmęczona, a do Złotej Polskiej Jesieni jej raczej daleko. Ale z drugiej strony - to idealna pora, aby wyciągnąć świeczki zapachowe, puchate koce (chociaż ja swój trzymam cały rok), spędzać długie wieczory na oglądaniu seriali, czytaniu, nauce, rozmowach z przyjaciółmi przez telefon popijając ciepłą herbatę... Jedynym miejscem, w którym kocham jesień w stu procentach, jest WeHeartIt. Nic na to nie poradzę, ale zawsze kiedy oglądam tam te świetne obrazki od razu mam wrażenie, że jesień jest perfekcyjna. Też tak macie, że niektóre pory roku kochacie i nienawidzicie jednocześnie?
Jaka jest Wasza ulubiona herbata? Tak, można by pomyśleć, że naprawdę, ale to naprawdę nie mam pomysłu na ten post, ale wcale tak nie jest. Po prostu dla mnie jesień = herbata (no dobra, każda pora roku = herbata), więc chciałabym poznać Waszych faworytów. Ja uwielbiam Lipton Piramidki - najlepsze są te cytrusowe, ale bardzo lubię też klasyczną malinową lub taką  do zaparzania (świetna jest imbirowo - brzoskwiniowa). To zabrzmiało bardzo jak lokowanie produktu, ale te firmy nawet nie wiedzą, że istnieję.
A jak już jesteśmy przy herbacie, która jest sensem życia, to mogę śmiało powiedzieć, że moim sensem życia są też ładne rzeczy. Zeszyty, obrazki, okładki książek i kubki. Mam ich całkiem sporo, a niektóre na specjalne okazje - na przykład ogromny kubek z sowami jest przeznaczony głównie do picia herbat, które rzadko udaje mi się kupić, mniejszy z namalowanymi uroczymi dziewczynkami do śniadania przed szkołą, bo na duże herbaty nie zawsze mam wtedy czas, a ten rozmiar jest idealny, a z kubka w kształcie angielskiej skrzynki pocztowej najlepiej pije mi się w trakcie czytania... 


Wszyscy oszaleli na punkcie dwóch seriali. Oczywiście Gry o tron, ale to się im nigdy nie znudzi (ja obejrzałam pierwsze pięć minut i stwierdziłam nie) oraz... Glee. Tak. Wszyscy mówią, żebym to oglądała, a ja... Meh. Do czasu, kiedy w video Things That Musical Nerds Do nie zobaczyłam właśnie Glee, byłam nastawiona sceptycznie. A teraz sama już nie wiem.
W ostatni piątek wieczorem, pomyślałam Dobra. Obejrzę pierwszy odcinek. Przecież nie mam nic do stracenia. Poza tym wiedziałam, że jest tam Defying Gravity i grają tam Idina i Kristin z Wicked - co prawda nie w tym odcinku, ale i tak. Włączyłam. Po pierwszych dwóch minutach miałam ochotę wyłączyć. Aż tu nagle, w piątej minucie twórcy dali On my own z Nędzników. Później, przewijając nudniejsze momenty, dotarłam do połowy odcinka. A kiedy sprawdziłam spis piosenek na Wikipedii... Tam będzie Grease, Funny Girl, Wicked, jeszcze więcej Nędzników... I teraz nie wiem - oglądać czy nie oglądać...
***
M.

czwartek, 15 września 2016

Never gonna give you up bo Broadway z pegazami, czyli czwarte LBA

Cześć! Dzisiaj (wyjątkowo w czwartek, bo szkoła) przychodzę do Was z Liebster Blog Award  (czwartym już, co bardzo mnie cieszy ^^) Tym razem dziękuję Tutti za docenienie mojej pracy (chociaż było to naprawdę dawno temu). Jak tam Wasz pierwszy tydzień szkoły?
źródło

1. Wyobraź sobie, że żyjesz w Twoim ulubionym fikcyjnym świecie. Kim byś w nim była? Jaka by była Twoja rola w nim?
Chciałabym żyć w świecie ze Strażniczki książek . Byłabym tam oczywiście Strażniczką książek. Dlaczego? Bo mogłabym przenosić się do innych! #spryt

2. Pytanie czysto moralne: jakie są najważniejsze zasady, którymi ludzie powinni według Ciebie kierować się w życiu?
Okej, to bardzo trudne pytanie. Pokój, prawość, miłość, uczciwość, sprawiedliwość. (chyba wymieniłam kilka synonimów :/)

3. Opowiedz o swoim ulubionym filmie. Dlaczego go tak bardzo kochasz?
A musi być film...? Przecież ja... A, moment! Ostatnio obejrzałam dobry film. Może dlatego, że było tam tyle emocji, że na końcu bardzo mocno płakałam. Był to The fall, przetłumaczony na Magia uczuć. (Kto to tłumaczył? Przecież "upadek" odnosi się do tego filmu pod tyloma względami! Ale nie.)
Film opowiada o dwójce pacjentów pewnego szpitala - dziewczynce i mężczyźnie. Mężczyzna opowiada dziewczynce bajki, które odnoszą się do realnego życia. Film zaskoczył mnie, wywołał emocje, do tego było tam tyle przekazu, tyle symboliki, tyle klamr kompozycyjnych... Aaach! Mimo to nie wiem, czy jeszcze kiedyś go obejrzę... Na pewno nie sama, ani nie w dużej grupie ludzi.

4. Jakim mitycznym stworzeniem mogłabyś być?
Wydaje mi się, że pegazem, bo zawsze chciałam latać. 

5. Który język tak bardzo Ci się nie podoba, że kiedy tylko go słyszysz, masz ochotę znaleźć się w zupełnie innym miejscu/zneutralizować jego źródło?
Czy pójdę na łatwiznę, jeśli powiem, że niemiecki? Cóż, ale nie mam wyjścia. Tak naprawdę nie ma takiego języka, który nie podobałby mi się tak bardzo jak on... Lubię angielski, włoski, polski, hiszpański, rosyjski, francuski, czeski. Niemieckiego nie potrafię znieść :c

6. Czy można kochać i jednocześnie nienawidzić?
Tak, oto przykład co drugiej młodzieżówki! Aaa, chodzi o normalne życie...? Nie wiem, pewnie można. Mam tak z kilkoma musicalami.

7. Piosenka, którą wszyscy gardzą, ale Ty ją darzysz bezmierną miłością?
Trochę nagnę to pytanie, ponieważ jest taka piosenka, tylko że ja też nią gardzę. A mimo to czasami słucham jej kilka razy z rzędu i wspominam. Cóż, bardzo kojarzy mi się z ludźmi, których nie wiem, czy jeszcze kiedyś zobaczę... Jest to ta piosenka ...

8. Gdybyś miała wybór, czy chciałabyś żyć od urodzenia w Polsce, czy w innym kraju?
Trudne pytanie... Oczywiście, często chciałabym przeprowadzić się do innego kraju, ale w Polsce na razie mi dobrze. Chociaż... Nie tylko tu, ale na całym świecie dzieje się tyle rzeczy, że nie wiem, czy nie wolałabym żyć, tylko z moimi przyjaciółmi i rodziną, na jakiejś innej planecie... no dobra, Nowy York bo Broadway

9. Masz jakieś szczególne plany na ten rok?
Taak, to pytanie świadczy o tym, jak dawno dostałam nominację do tego Lba.... Więc może powiem o planach na rok szkolny, ok? Chcę nie przejmować się aż tak bardzo nauką,  mieć dobre oceny, skupić się na pisaniu i muzyce, spędzać mniej czasu w Internecie i częściej spotykać się ze znajomymi (zwłaszcza tymi, którzy mieszkają daleko khym khym Margo khym khym wiem że mnie słyszysz)

10. Wierzysz w to, że ludzie mogą się zmienić diametralnie w ciągu jednej chwili?
W ciągu jednej chwili na pewno nie. Na to potrzeba przynajmniej dni. A najczęściej tygodni, miesięcy, lat.

11. Jaki cytat z książki ostatnio Cię dogłębnie poruszył?
To kolejne bardzo trudne pytanie, bo przeczytałam ostatnio tak mało, albo były to tak lajtowe książki, że nie było tam poruszających cytatów. Aha, wiem.

Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób.

Nie uważacie, że coś w tym jest?
To cytat z Anny Kareniny, ale o książce zbyt dużo Wam nie powiem, bo ten cytat przeczytałam w Strażniczce książek. no dobra, znam zakończenie, ale chyba nie chcecie, abym je zdradziła
***
To teraz czas, abym wymyśliła pytania... hura

1. Jak tam Twój tegoroczny plan lekcji? też masz dwa wuefy w środku dnia jak ja?
2. Wyobraź sobie, że możesz spędzić dzień ze swoim idolem - ale musisz oprowadzić go po swojej okolicy. Jak zaplanujesz to spotkanie?
3. Wolisz chodzić boso czy w skarpetkach?
4. Jaki był ostatni film, który oglądałeś na youtube?
5. Czy lubisz balony? 
6. Masz jakieś motto życiowe?
7. Masz ulubioną emotikonkę?
8. Jaki jest twój sens życia?
9. Koło, kwadrat czy trójkąt? A może coś innego?
serio nie miałam pomysłu ok
10. Czy też tak bardzo czekasz na nowe video Studia Accantus?

Nominuję
i wszystkich chętnych 

M. 

poniedziałek, 5 września 2016

Update książkowy - sierpień

Takiego postu nie było tu bardzo, bardzo długo, ale - w końcu - znalazłam czas i ochotę, aby 1) przeczytać dużo 2) napisać go. A więc dzisiaj Update książkowy z sierpnia ^^ I tak, wiem, że z reguły takie posty publikuje się już pod koniec miesiąca, a tu piąty września, ale tak wyszło (poza tym ostatnio naszło mnie na publikowanie notek w poniedziałki, tak na umilenie tygodnia jeśli to w ogóle możliwe żeby moje posty umilały czas)
Przeczytałam siedem książek. Tak, wiem, że niektórzy przeczytali ich dużo, dużo więcej, ale ja i tak jestem zadowolona ;)
***
Dwanaście prac Herkulesa Agatha Christie
Ocena: 8/10
To była moja druga przygoda z tą autorką - i tym razem się nie zawiodłam. Książka zawiera 12 krótkich opowiadań - każde opowiadanie to jedna sprawa do rozwiązania. A rozwiązywane są przez Herculesa Poirota, który chce zakończyć swoją karierę wykonując dwanaście prac związanych z jego mitologicznym imiennikiem. Nawiązania do mitologii, Poirot i ten cudowny klimat - uwielbiam. Chociaż niektóre opowiadania wydawały mi się trochę zbyt banalne.

Strażniczka książek Mechthild Gläser
Ocena: 7,5/10 (tak, musiałam iść w połówki ;;)
O tej książce już pisałam tutaj, więc nie będę się rozwodzić i tym razem. Ona odegnała mojego kaca książkowego! *hurra*

Autoreklama zawsze na miejscu
Instagram (klik)
Hamlet William Shakspeare
Ocena: 10/10 dziękuję, dobranoc
Jak już wspominałam w ulubieńcach - kocham tę książkę. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak dobra. Nie za bardzo wiem, jak powiedzieć, o czym jest, więc nie powiem - to po prostu trzeba przeczytać! <33


- Co czytasz, książę?
- Słowa, słowa, słowa. 
<33

Chłopak z lasu Marten Melin
Ocena: 3/10 
Okej, ta książka jest naprawdę bardzo, bardzo dziwna... Chyba że nie zrozumiałam jakiegoś ukrytego przekazu. Cóż, a może spodobałaby mi się gdybym była mniej wymagająca lub trochę młodsza? Miała w sobie coś, ale była bardziej irytująca niż przyjemna...
Opowiada o Monie - trzynastoletniej dziewczynce, która wyjeżdża z tatą do lasu na wakacje. Albo się tam przeprowadza. W sumie to nie wiem, bo było to tak strasznie poplątane. W każdym razie - pewnego dnia nad jeziorem poznaje dziwnego chłopaka, który wydaje się wiedzieć wszystko o wszystkim, jest brudny i totalnie nie wie, jak się zachować. Ale pewnego dnia na jaw wychodzi jego tajemnica... I książka przestaje być w porządku. 


Pretty Little Liars tom I: Kłamczuchy Sara Shepard
Ocena: 7/10
Chyba nie ma osoby, która nie słyszałaby o tej książce, albo chociaż o serialu. Alison, popularna szkolna gwiazda, znika bez śladu. Kilka lat później, jej cztery przyjaciółki, które nie rozmawiały ze sobą od lat zaczynają otrzymywać dziwne smsy - ktoś zna ich sekrety. Sekrety, które znała tylko Ali. I, w sumie nie było to nic odkrywczego - trochę głupiutka, nieśmiało zahaczająca o poważniejsze tematy młodzieżówka i nie wiem, czy będę kontynuować tę serię, no ale ciekawi mnie, kim jest A., więc jeśli ktoś tu to czytał, to proszę, niech mi powie, czy warto czytać dalej ^^ 

Looking for Alaska John Green
Ocena: 6/10
Cóż. Nie będę się rozwodzić nad fabułą tej książki, bo była banalna i baardzo podobna do Papierowych miast. W jednym momencie mnie zaskoczyła, a poza tym była całkiem okej, ale nie, żeby się zachwycać. Zwłaszcza, że bohaterowie Niby-Cały-Czas-Kocham-Alaskę-Ale-Powiem-O-Tym-Tylko-Raz-Pudge-Tak-Miał-Przezwisko-Pudge-W-Połowie-Nie-Pamiętałam-Że-Ma-W-Ogóle-Jakieś-Imię i Alaska-Perfekcyjność-Papierosy-Alko-Young byli wykreowani tak bardzo słabo... Chociaż pod koniec powieść dała mi trochę do myślenia - stąd 6/10.

Tajemnica diabelskiego kręgu Anna Kańtoch
Ocena: 9/10
Książka, do której podchodziłam już drugi czy trzeci raz... I tym razem się udało! Była świetną przygodą - pochłonęłam ją w dwa dni. Wkrótce napiszę recenzję, bo jest warta wzmianki, na razie musi Wam pozostać tylko to.






***
Okej, zdjęcia trochę mi się pomieszały (rozmiary ;-;). ale cóż - mam nadzieję, że przyjemnie się Wam je czytało ^^
Pozdrawiam i życzę miłego tygodnia!
M.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Wakacyjne odkrycia - ulubieńcy #2

Tamtaramtamtam
To jest ten uczuć, kiedy chcesz robić serię na blogu ale coś ci nie wychodzi. 
Okej, w każdym razie zapraszam dzisiaj na moje ostatnie odkrycia, czy też ulubieńców - jak kto woli.
***
Hamilton
Czyli kolejny cudowny musical. Nie spodziewałam się, że spodoba mi się coś, co będzie nawiązywało do historii i do tego będzie rapowane, ale to jest przecudowne. Poniżej pierwsza piosenka, ale polecam posłuchać całego soundtracku. Uzależnia i to totalnie. (później poszukajcie sobie memów xD) Niestety nie można jeszcze obejrzeć w Internecie, bo ma tylko rok, ale piosenki + historia jak na razie wystarczają (no dobra, żartuję, mnie to nie wystarcza, ale na początek starczy)


Lin-Manuel Miranda
Czyli twórca Hamiltona! Musiałam zrobić dla niego osobną kategorię, bo... Przeczytał biografię Hamiltona, stwierdził, że zrobi z tego musical, napisał słowa, muzykę, teksty piosenek, choreografię i zagrał główną rolę. A na tym filmiku możecie zobaczyć, jak Lin zaprezentował to w Białym Domu - wszyscy się śmiali, a dzisiaj tyle osiągnął. You laught  - but it's true.  
Jest też inny film - na którym on też mówi, o czym to będzie itd i, ale niestety Blogger tego nie widzi , więc mogę zamieścić tylko link. Alexander Hamilton Rap (whitehouse version)


Hamlet
Tak, czytam dramaty Shakespeare'a w wakacje. Tak, czytam lektury w wakacje. Tak, czytam to po tym, jak bardzo nie spodobało mi się Romeo i Julia. Ale... Hamlet jest naprawdę świetny! 

- Książę, czy zechciałbyś odejść?
- Z tego świata?
<3

Nerdzenie
Okii, nie wiem, jak to wyjaśnić. Kiedy jesteś nerdem i spędzasz całe dnie i noce leżąc w łóżku i przeglądając internet (zwłaszcza Pinteresta) w poszukiwaniu memów/fanartów/obrazków/komiksów/zdjęć/filmów z twojego ulubionego musicalu/filmu/serialu/książki. Polecam, ja. 

Czytanie po angielsku
Tak! Nareszcie zmotywowałam się i zaczęłam czytać po angielsku coś poważniejszego niż książeczki z ćwiczeniami do nauki angielskiego. Przeczytałam już Paper towns i Looking for Alaska i chociaż nie są to książki najwyższych lotów, to całkiem przyjemnie się czyta, bo nie jest to jakiś bardzo zaawansowany angielski. A na półce grzecznie czeka na swoją kolej The Apple Tart of Hope. (zapowiada się dobrze, więc przeczytam, jak tylko skończę  743986420 innych książek, które na mnie czekają). Może nawet napiszę recenzję ^^ jeśli uda mi się coś zrozumieć xD

Ukulele
Yaaass! Nareszcie mam moje cudo <33 To ukulele sopranowe. Jest świetne i w sumie nie spodziewałam się, że tak łatwo się na nim gra. Tzn trochę się bałam, że po kilku dniach je porzucę, ale nie. Było już ze mną na obozie (tak, literacki: gra na ukulele, żarty matematyczne i rapowanie. Aha, jeszcze pisanie, zapomniałabym :') ) i nad morzem. A najlepsze jest to, że mogę grać na nim piosenki z musicali (szok). Ale takie Dear Theodosia z Hamiltona brzmi prześlicznie! (w ogóle to cudowna piosenka).
Niestety mój kabel nie chce współpracować i nie mogę przegrywać zdjęć na komputer, więc na razie nie mogę Wam pokazać mojego uku, ale jak tylko będę mogła, to to zrobię.
***
To by było na tyle. 
Aha, właśnie.
Ostatnio zastanawiałam się nad wznowieniem mojego bloga z opowiadaniami żeby mieć motywację, oraz tego z recenzjami (zawieszony, bo czytanie na czas przestało mnie bawić :/), więc postanowiłam połączyć to w jedno - teraz recenzje, opowiadania będą tutaj (ale nie zabraknie też relacji, tagów i ulubieńców). Tak tylko chciałam Was uprzedzić :)
Trzymajcie się!
Muminek  

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Strażniczka książek Mechthild Gläser - recenzja

Czy chcielibyście kiedyś przenieść się do książki? Uczestniczyć w przygodach swoich ulubionych bohaterów i wędrować po światach, o których zawsze marzyliście? Bohaterka Strażniczki książek dostała taką szansę.

W świecie książek dzieje się coś dziwnego. Alicja ciągle nie spotkała Białego królika, z Małego księcia zniknęła róża,  portret Doriana Greya zaginął, a ktoś okradł Draculę. Panuje totalne zamieszanie, a zaradzić temu może tylko jedna osoba - szesnastoletnia Amy Lennox - Strażniczka książek. Ale nie tylko w książkowej rzeczywistości coś jest nie tak. Bliscy dziewczyny również coś ukrywają.

Pomysł na fabułę jest genialny i w sumie dziwię się, że nikt wcześniej na niego nie wpadł. Podróżowanie po książkowej rzeczywistości? To coś cudownego! Dodatkowo przez książkę przewijają się powieści, które uwielbiamy: Hamlet, Cudowna lampa Aladyna, Alicja w Krainie Czarów, Mały książę. Pojawiają się też Cierpienia młodego Wertera i przez całą książkę miałam z niego bekę.

- Witam, panienko Amy. Cierpię (#najlepszeprzwitanieświatawerter) 

Bohaterowie z realnego świata nie są jakoś cudownie wykreowani. Autorka przyłożyła się bardziej do kreacji bohaterów drugo czy trzecioplanowych, a o samej Amy nie wiemy zbyt dużo. Tak naprawdę czasami bardzo mnie irytowała. Mam wrażenie, że nie zachowywała się jakby miała szesnaście, a dwanaście lat. Mimo wszystko są to bohaterowie, którym się kibicuje. W większości wzbudzają sympatię. W dodatku z większością z nich świetnie mogłabym się porozumieć, ze względu na ich zamiłowanie do literatury - na przykład jedną z ulubionych książek Amy była Momo, którą ja sama uwielbiam.

Fabuła momentami wydawała się banalna, miało się wrażenie, że rozwija się bardzo powoli, a potem nagle okazywało się, że nie. Że tak naprawdę nic nie jest takie jak myśleliśmy i nie możemy się oderwać.

Do tego dochodzą fragmenty baśni, publikowane po każdym z rozdziałów. Najpierw w ogóle nie wiemy o co chodzi, później wszystko zaczyna pasować do siebie.

Podsumowując: mimo drobnych niedociągnięć, książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Odegnałam nią kaca książkowego - pochłonęłam ją w niecałe dwa dni, chociaż od dwóch tygodni nie byłam w stanie niczego przełknąć. To bardzo przyjemna książka. Bije od niej niesamowite ciepło i czuję, że jeszcze kiedyś do niej wrócę.

***
 Mam nadzieję, że podobała się Wam ta recenzja (chociaż nie była to taka w pełni poważna recenzja #pozdrawiamhasztagi, ale nie mogłam się powstrzymać :') )
Aha, i jeszcze informacja o tym, dlaczego mam taką bekę z Wertera:
Werter miał w życiu tak przerąbane, że nawet kiedy popełniał samobójstwo, nie trafił i przez dwanaście godzin leżał i się wykrwawiał. (obóz literacki pozdrawia tak btw)
Do napisania ^^

wtorek, 7 czerwca 2016

Ukulele, nowe logo Studia i szaleństwo

Pierwszym postem po tym, jak oznajmiłam, że wracam, miało być coś ambitniejszego, ale po pierwsze - nie wzięłam pod uwagę tego, że po chorobie (nie było mnie tylko pięć dni!) będę miała tydzień zawalony sprawdzianami - matma, biologia, fizyka, polski, historia, chemia, angielski... Potem z kolei wystawianie ocen i zaliczanie. Czasu mam jak na lekarstwo. A po drugie - stwierdziłam, że skoro wracam, to w sumie spoko byłoby napisać, co w ogóle u mnie. Bo, co dziwne, trochę się zmieniło.
***

1) Wyciągnęłam gramofon i słucham płyt winylowych. Nigdy nie sądziłam, że ta 'stara' muzyka, może mi się spodobać, ale... Cóż, The Beatles i stary gramofon robią swoje. Mega klimatyczne, jedyna muzyka, przy której mogę czytać. I jaram się, bo okazało się, że mamy trzy płyty Beatlesów. Hurra!
2) Pamiętacie ten konkurs Jonasz, na którym byłam rok temu? I zabrakło mi punktu do laureata...?
Otóż
W
Tym
Roku
Zostałam laureatką!
(ogólna radość)
3) Once Upon a Time rządzi. Ale to już chyba mówiłam. I chociaż tfurcy to trolle, to i tak uwielbiam ten serial. Tylko trochę szkoda, że szósty sezon wychodzi dopiero we wrześniu. Ale co poradzisz.
O. Tak będę grała :") 
4) Chyba będę mieć ukulele! ^^ I to już w tym tygodniu! Moja mama nawet powiedziała, że spróbuje mnie nauczyć na nim grać - bo na gitarze umie, to może na ukulele też jakoś podoła.
Ukulele będzie się nazywało Jan to nie jest tak że Jan był w Metrze, o co Wam chodzi 
Co prawda moja mama chce, żeby nazywało się Franek, ale cóż. Byłam pierwsza. Co prawda Franek to może bardziej urocze i zabawne imię... Ale Jan to życie. No przepraszam.
5) Jak Wam się podoba
nowe logo Studio Accantus? Według mnie jest ładne, ale... Studio znam od prawie dwóch lat. Zawsze kojarzyło mi się ze zwykłym, prostym logiem. A teraz... Oczywiście nie obrażam osoby, która to zrobiła - wręcz przeciwnie, logo podoba mi się, ale według mnie nie pasuje do Studia.
6) Spontaniczne wypady są supi ^^ W podstawówce myślałam, że ze znajomymi wychodzi się tylko w weekendy i to jeszcze trzeba się umawiać. Byłam w błędzie. Dzisiaj właśnie poszłam z koleżanką na Stary Rynek, zjadłyśmy frytki, wypiłyśmy przepyszną lemoniadę i odwiedziłyśmy pewne miejsce... Któremu poświęcę osobny post. A nasze umawianie się na ten "wypad"...
(pozdrawiam Sonię)

Lekcja angielskiego, ostatnia we wtorek. 
Ja: Idziemy na babla? (chodzi o bubble tea)
S: Mam tylko 5 zł... Może na frytki? Tam na rynku są takie dobre.
*rozmowa o frytkach*

J: Oki. 

Taki spontan #szaleję

Od dzisiaj już zawsze będę nosiła przy sobie co najmniej 5 zł. Ale lepiej więcej, bo idziecie na frytki, a lądujecie na lemoniadzie. I w pewnym super miejscu.
Polecam przystanek niedaleko mojej szkoły z którego można prawie każdym autobusem dojechać na inny przystanek z którego jest blisko do najlepszych kawiarni etc. 

7) Kto pisze że wraca, a wraca tak średnio?

Zostawiam Was z uroczą piosenką (ukulele <3 ).
Do napisania!
Muminek


wtorek, 3 maja 2016

Wracam.

Pewnego dnia Muminek czytała sobie blogi. Różne blogi. I wtedy Muminek przypomniała sobie, że ona też ma bloga. I że dawno na nim nie pisała.
Pewnego wieczoru Muminkowi było bardzo głupio, że nic nie napisała. Poczytała sobie swoje stare posty i stwierdziła, że wtedy była radosna, a jej ostatnią notkę można potraktować raczej jak wywody starego człowieka. Oczywiście nic do starszych ludzi Muminek nie ma, ale ponieważ dopiero w tym roku stuknie jej czternastka, nie ma sensu, aby pisać jak ludzie starsi. Wtedy Muminek usunęła tego posta, aby już nikogo nie raził. A potem stwierdziła, że tak w sumie to jest wiosna. I wtedy odkryła, że ma całe pokłady pozytywnej energii i kilka pomysłów na posty.
Pewnej bezsennej nocy Muminek postanowiła wrócić.

***

I tak oto jestem - cała i zdrowa, tak jak mój komputer, któremu wreszcie działa Google Chrome (tak, przez ostatni czas leciałam tylko na Explorerze lub Mozilli), który wreszcie chce dodawać więcej niż dwa zdjęcia do bloggera. 
Jak widzicie Mumins przeszedł pewne zmiany - można powiedzieć, że były to trochę spóźnione wiosenne porządki - zmieniły się gadżety na pasku bocznym, banner (mam słabość do robienia bannerów!). Jak na razie w miarę mi się podoba, no ale zobaczymy, co będzie za miesiąc. 
Pojawiło się też kilka nowych zakładek, jeśli komuś się nudzi to może tam zajrzeć. (I jak ktoś chce się ze mną skontaktować, to może tam zajrzeć)

Chciałam Wam tylko tak napisać, że wracam. Będą notki, będą ładne obrazki, będę ja i (mam nadzieję!) będziecie Wy. 

A bientot!*
Muminek

*Muminek chciała być mądra i popisać się znajomością francuskiego. Ale  nie ma francuskiej klawiatury, więc to raczej pierwszy i ostatni raz 

poniedziałek, 7 marca 2016

Masło, dużo oglądania i koty pomagające w pisaniu - ULUBIEŃCY #1

Cześć!
Dzisiaj przychodzę do Was z ulubieńcami lutego. Są oni spóźnieni, ponieważ jedni mieli być w grudniu, a gdy to nie wyszło - w styczniu. Tu jednak też nie wyszło i, cóż... W lutym się uda! Tzn. w marcu, ale skoro to ulubieńcy lutego, to jestem usprawiedliwiona :")
Ulubieńcy już kiedyś na moim blogu byli (aż jeden raz, woah) i, jeśli ktoś jest jeszcze zainteresowany, bo było to ponad rok temu, zapraszam tutaj
A teraz przejdźmy do tegorocznej odsłony ulubieńców lutego 2016!
Enjoy! ♥

Planeta singli


Nie wiem, czemu rozpoczynam od filmu. Widziałam go jakiś czas temu i... Uwielbiam komedie i, przyznam szczerze, dawno się tak nie uśmiałam. Serio. Chętnie zobaczyłabym to drugi raz :)
Tak aprawdę nie potrafię powiedzieć, o co dokładnie chodzi w tej komedii. Na pewno o miłość. I o aplikację - tytułową Planetę singli, która pomaga "znaleźć" idealnego partnera. I która trochę przypomina mi Instegrama :")



Masło solone

Oczywiście, ja jak to ja, muszę wprowadzić coś dziwnego. 
Nie przepadam za zwykłym masłem, a to jest z solą... Polecam je szczególnie na tosty, bo jest przepyszne!

Gotowanie

Skoro jesteśmy już w tematyce jedzenia, wspomnę o gotowaniu. Może nie jestem w tym mistrzem, ale lubię to robić :) Jak na razie oprócz rzeczy podstawowych na przykład woda na herbatę  nauczyłam się robić pizzę i dwa rodzaje muffinek - czekoladowe i migdałowo - jabłkowe. W sumie jedyne, czego nie lubię w gotowaniu, to sprzątanie... Czemu to zużywa tyle naczyń?!


Czyli strona internetowa. Polega to na pisaniu. I po napisaniu stu słów, ona wyrzuca nam zdjęcie kota. Oczywiście można też zmieniać liczbę słów oraz to, co chcemy oglądać (koty/psy/króliki). 
Ta strona jest prześmieszna i... Musicie ją zobaczyć :")


Once Upon a Time

Czyli jedyny serial, który trawię. Nie tylko trawię - pokochałam go. Miałam milion podejść do wielu seriali - Teen Wolf, The Vampire Diaries czy American Horror Story. Nic jednak nie przypadało mi do gustu. Z reguły rezygnowałam po czwartym, piątym odcinku. Ale tutaj wszystko się zmieniło i wciągnęłam się.
Zła Królowa rzuciła klątwę na wszystkie baśniowe postacie. Zostały one przeniesione do małego miasteczka, Storybrooke, gdzie żyją i nie pamiętają, kim są. Klątwę może złamać jedynie córka Śnieżki, Emma, która jednak niczego się nie domyśla...
dark kers
Serial z elementami baśniowymi - cud miód i orzeszki. Serio. Podobno miał być tylko jeden sezon, a tymczasem już wyszedł 5b. 
Ja aktualnie jestem na trzecim sezonie (jeden odcinek trwa ok 40 min; w każdym sezonie jest ok 22 odcinków). Kocham ten serial <3
Z tego miejsca pozdrawiam Margo, która cierpliwie znosi wszystkie moje wiadomości i reakcje. I która kiśnie ze mnie.
No i jeszcze wszystkie osoby, które zaraziłam tym serialem (aż dwie!).



Wszystkie jasne miejsca

Prawdopodobnie jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam. Wzrusza, daje nadzieję i łamie serce, zmusza do refleksji. Kocham ją i nienawidzę jednocześnie. 11/10 <33
A tutaj recenzja ^^ klik!



Wizyta

Mieliśmy ostatnio gości na cztery dni. Uwielbiam gości. Tzn w sumie zależy jakich, ale jeśli chodzi o moich kuzynów - to jak najbardziej. Piszę nawet dla Was relację z ich pobytu, bo... Cóż. Działo się. Trochę się działo :) Mam nadzieję, że pojawi się jak najszybciej, bo na razie mam problem z przegraniem zdjęć :(

***
To chyba tyle.
Do napisania!
Muminek

środa, 2 marca 2016

Kto czyta książki, żyje podwójnie

Cześć!
Dzisiaj będzie o książkach i czytaniu. 
I post będzie miał dosyć dziwną formę, coś w stylu pytań i odpowiedzi, kategorii, zagadnień. Zobaczę, jak to wyjdzie i jeśli taka forma przypadnie do gustu mnie i Wam, będę częściej wrzucała tak napisane posty.
Zaczynajmy! 


Czym jest czytanie?
Dla niektórych to nudny obowiązek. Dla innych chwila wytchnienia. A dla innych całe życie. Ja zaliczam się do tych trzecich. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez czytania. Uwielbiam to. Kocham poznawać nowe światy, rozwijać fantazję, czerpać inspirację, zakochiwać się w bohaterach. To jest naprawdę niesamowite.

Dlaczego ludzie nie lubią czytać?
Nie wiem. Nie mam pojęcia, ale wydaje mi się, że to dlatego, że kojarzy im się to z nauką, szkołą i nudnymi lekturami.
No i trochę zależy to od wychowania. Jeśli w domu nie ma żadnych książek i prawie nikt w rodzinie nie czyta, trudno wymagać, że dziecko będzie. No a później, jako nastolatek w szkole, pozna lektury i w ogóle mu się odechce...
Ja nauczyłam się czytać dzięki mojej mamie. Tzn. nauczyłam się sama, ale to mama kupowała mi pierwsze książki, założyła mi konto w bibliotece i czytała, odkąd byłam mała.

Moje najlepsze książkowe wspomnienie
Byłam wtedy mała. Miałam jakieś cztery latka, byliśmy z rodzicami w Chorwacji. W nocy było bardzo gorąco, duszno czy coś takiego - w każdym razie nie mogłam spać. A moja mama czytała wtedy "Harry'ego Pottera", dokładniej "Księcia Półkrwi". Chyba ją poprosiłam o poczytanie. I tu zaczyna się to, co pamiętam najdokładniej:
my leżące na łóżku, zaświecona lampka, przed moimi oczami okładka (zapamiętałam ją na całe życie) no i fragment. Pamiętam, że Harry i Dumbledore byli wtedy nad Myślodsiewnią. Naprawdę, słowo, które najlepiej zapamiętałam, to Dumbledore :)

A moimi ulubionymi książkami z dzieciństwa była seria...
O Misiu i Tygrysku oraz Julek i Julka ^^ Uwielbiałam te książki! Jedną z przygód Misia i Tygryska tak uwielbiałam, że męczyłam członków mojej rodziny, aby mi ją czytali w kółko i w kółko ♥. 

Lektury
Czy tylko ja ich nienawidzę? Serio... Największa kara dla książki to zostać lekturą. Okej, było kilka fajnych - "Dzieci z Bullerbyn", "Chłopcy z Placu Broni", "Ten obcy", "Zemsta". Ale... Cusz, aktualnie czytam "Krzyżaków" i to jest masakra :(

Jak książki zmieniły moje życie
Dzięki nim otworzyły mi się oczy. Dzięki niemu moje życie jest barwne i pełne emocji. A tak naprawdę mam milion żyć, bo czytam. Uwielbiam to. 
Nie wyobrażam sobie z niego życia.