środa, 2 grudnia 2015

Moja "mała" podróż #2 - Elphaba, wiewiórki i Tower Bridge!

cd dnia pierwszego
Przebrałam się i, wraz z mamą, wyszłyśmy z hotelu. Po półgodzinnym przeprawianiu się przez Londyn, wreszcie dotarłyśmy pod Apollo Victoria Theatre - chyba już wiadomo - wybierałyśmy się na MUSICAL! 
I to nie byle jaki - "Wicked"!, o którym słyszałam dużo dobrego, byłam więc bardzo pozytywnie nastawiona. I nie zawiodłam się.



Zacznę może od tego, że było jak na premierze. Już sam teatr swoim wyglądem mówił sam za siebie...




W środku powitały nas sklepiki Ozdust i zielone światła... Oraz tłumy ludzi, którzy kupowali jak szaleni. Ja kupiłam kubek i przypinki ^^.




W końcu weszłyśmy na widownię i zajęłyśmy miejsca, robiąc przy okazji mnóstwo zdjęć...

obczajcie tego smoka! On się ruszał! 

Emerald City <3

Orkiestra grała na żywo - znajdowała się pod sceną.



Musical opowiada historię Złej Czarownicy z Zachodu - Elphaby i Dobrej Czarownicy Galindy jeszcze z czasów szkolnych.
Zielonoskóra Elphaba posiadająca dziwny dar od samego przybycia do szkoły staje się obiektem kpin uczniów. Trafia też do pokoju z popularną, płytką Galindą. Nauczycielka dziewcząt mówi Elphabie, że ma spotkać się z Czarodziejem, a dziewczyna zaczyna wierzyć, że jej życie wreszcie się odmieni.
A jak potoczą się losy Elphaby i Galindy można dowiedzieć się tylko z tego cudownego musicalu!
Scenografia, piosenki - cud miód orzeszki!
Naprawdę, polecam ten musical każdemu i mam nadzieję, że zaczną go wystawiać w Polsce.


Dzień drugi
18.10.2015

Zaraz rano pojechaliśmy pod pałac Buckingam na zmianę warty - to była jedyna okazja podczas naszego pobytu, gdyż odbywa się ona co dwa dni. 

Buckingam Palace
Bobbies, czyli policjanci. Jeden ma nawet tę charakterystyczną czapkę!



idą!



Niestety z tego, co działo się za bramą zdjęć mam mało - a to ludzie zasłaniali, a to nic nie było widać... Ciężko wyczaić, gdzie stanąć, żeby zrobić porządne zdjęcie!


                                       







Potem wybraliśmy się na spacer po Londynie oraz do St. James' Park.


Westminster Abby - miejsce, gdzie odbywały się koronacje

zdjęcie w budce musi być!
oswojone wiewiórki :O w St. James' Park
Potem znaleźliśmy ulicę z plakatami z musicali! <33 *lowe lowe soł macz lowe*

 




 A następnie poszliśmy zjeść coś do China Town - chińskiego miasteczka  w Londynie.
Nie powiem, żeby jedzenie mi smakowało, było raczej mdłe, ale frytki były dobre to było coś nowego i nie było najgorsze.




Wieczorem wybrałam się na London Eye! Nie powiem, żeby widok powalał; bo spodziewałam się czegoś lepszego, ale i tak było fajnie. Zdjęć niestety prawie nie mam >.<


Big Ben nocą <3

 Na dobre zakończenie dnia poszliśmy zobaczyć Tower Bridge, który jest imponujący. I ogromny!





***
Cześć!
Nadszedł ten magiczny moment dalszej opowieści... Ponieważ moja relacja chyba się Wam spodobała :) *szczególnie Margo. Pozdrawiam*
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :)
Przepraszam za kolejną długą przerwę, ale robię Rzeczy i życie nie daje żyć.
koń się do Was uśmiecha!

Pozdrawiam!
Muminek



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będę zaszczycona, jeśli po przeczytaniu posta napiszesz tu kilka słów. Zyskasz moją dozgonną wdzięczność. Możesz też zostawić link do Twojego bloga, chętnie zajrzę i poczytam ^^