niedziela, 14 czerwca 2015

35 dziewczyn. Jedna korona.

Witam!
W tę piękną nieznośnie upalną i w ogóle ja nie chcę jutro do szkoły! niedzielę, przychodzę do Was z recenzją... "Rywalek" Kiery Cass, czyli książki, którą przeczytałam z polecenia pani bibliotekarki :D
Tym razem recenzję podzielę na kilka etapów ocen, ponieważ mam dużo do oceniania.
Fabuła
Zaczęły się Eliminacje, podczas których książę Maxon ma sobie wybrać żonę spośród 35 dziewcząt. Aha - w Illei, bo tak się nazywa królestwo, występuje podział na klasy - jedynki to rodzina królewska, a ósemki - żebracy. America jest piątką, czyli należy do klasy artystów. Jej rodzinie powodzi się średnio, a więc kiedy okazuje się, że Ami ma pojechać do pałacu wszyscy się cieszą, ponieważ mają szansę zdobyć trochę pieniędzy.
Ale, ale - Ami uważa księcia Maxona za zadufanego w sobie pyszałka i kocha innego - a mianowicie Aspena, który jest szóstką. Muszą utrzymywać swoje spotkania w tajemnicy przed rodziną i, przede wszystkim, przed władzami.
No błagam. Czyż to nie brzmi jak Igrzyska Śmierci bez krwi i w eleganckich strojach?!
Na początku byłam sceptyczna. Baaardzo. Bohaterka przypadła mi do gustu z upływem czasu - ludzie, ona gra na pianinie! - ale na początku tych podobieństw do Igrzysk było stanowczo za dużo.
Wspomnijmy chociażby o tym, że biedna bohaterka zgłasza się do emitowanego na żywo reality show jeśli mogę tak to nazwać, ze względu na rodzinę, ale nie chce zostawić jeszcze biedniejszego ukochanego, z którym spotyka się potajemnie. Hm, coś mi to przypomina.
Potem na szczęście autorka jakoś sobie radzi, prowadzi tę historię po swojemu, zaskakuje nas, czego się nie spodziewałam - myślałam, że to będzie takie wdzięczenie się za księciem przez jakieś trzysta stron.
Jeśli mam ocenić całokształt fabuły, to daję 7/10.

Bohaterowie
Fajnie wykreowani. America przypadła mi do gustu, jak już pisałam, na początku była taka niezdecydowana i niby chce dobrze dla innych, ale "co ona będzie z tego miała?". Mimo wszystko potem zmienia się. No, może niekoniecznie podoba mi się jej zachowanie pod koniec książki, ale nic nie powiem :)
Maxon jest... O Boże, ja go ogromnie lubię!! Wprawdzie z reguły jestem za tymi "biedniejszymi" (Gale, nie Peeta!), ale Maxon jest... No... Ładny, inteligentny, zabawny, przekochany i poważny kiedy trzeba, robi różne rzeczy zawsze słusznie...
Aspen...?
Aspena nie lubię. Nie podoba mi się ta jego szlachetność. Niby to się chwali, ale to jest przesadzone, naprawdę.
Inni bohaterowie  - jeśli chodzi o inne kandydatki to bardzo lubię Kriss i Marlee ja też nie wiem, skąd autorka bierze te imiona nienawidzę Celeste i absolutnie uwielbiam pokojówki Ami. Niezbyt lubię jej rodzinę - matka i siostra są zakręcone tylko na chłopców i pieniądze, tak mi się wydaje. Na szczęście tata i brat Americi są całkiem, całkiem, tak dla równowagi :)
 Ocena: 10/10 , bo pal sześć Aspena i rodzinę Ami, dzięki temu ta opowieść jest barwniejsza!
Okładka jest bardzo ładna, ale ja nie oceniam okładek tylko książki.
To może jeszcze o stylu autorki:
Kiera Cass pisze lekko, przyjemnie, bez jakiegoś tabunu skomplikowanych słów (Polu, tam się w ogóle nie pojawia słowo "zacnie" !. Mogłoby być bardziej wymyślnie, ale główna bohaterka jest taka prosta i wbrew wszystkiemu i wbrew sobie, że nawet mi to pasuje.
Ocena: 9,5/10
Podsumowując:
Książka dobra, wcale nie infantylna, łatwa, do przeczytania w kilka dni. Może nie wszystkim przypadnie do gustu, ale ja ją nawet polubiłam. A tak w skrócie - sięgnę po następne tomy :3
Ocena ogólna: 26,5/30 
***
Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was tą recenzją :)
Pozdrawiam!
Muminek

5 komentarzy:

  1. No właśnie, książka nawet ok, ale pojawia się kilka drobnych ale (np. u mnie to brak rozwinięcia innych wątków, skupienie się tylko na jedym).
    Jeśli chcesz sięgnąć po kolejne tomy, chociaż koniec jest przewidywalny, a zastanawiasz się, czy jest sens kupować "Następczynię", to powiem tak: ta książka wygląda, jakby Kiera Cass pisała fanfiction do własnych powieści.
    Pozdrawiam i życzę udanych wakacji! kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie jakoś nie ciągnie do tej książki. Suknie, bale, księżniczki - chyba nie moje klimaty.
    Ej, wydaje mi się, że zazwyczaj programy są emitowane na żywo, a nie eksmitowane :D
    Pozdrawiam serdecznie :)
    Tutti

    OdpowiedzUsuń
  3. Sporo o tej książce słyszałam, naprawdę sporo. Większość to opinie negatywne. Ale Twoja recenzja brzmi pozytywnie, więc może, może...
    Oj, ostatnio ciągle powstają książki,które garściami czerpią z ,,Igrzysk śmierci". Ostatnio czytałam powieść ,,Rulebreakerka" autorstwa Pauli M. Burns (osiemnastoletnia Polka). I naprawdę sporo tam było motywów z ,,Igrzysk..". Ogółem czytało się nieźle, ale jednak się rozczarowałam, chociażby nieco naiwną i nieco pokręconą fabułą, a także kilkoma nierozwiniętymi wątkami.
    Ale, ale. Wracajmy do tematu.
    Hm, ja to w sumie nie wiem, czy wolę Peetę, czy Gale'a. W filmie Gale'a, bo Peeta wydawał się taką ciapą trochę, za to drugi chłopak bardzo mi się podobał:) W książce za to ukochany Katniss bardziej przypadł mi do gustu- taki ciepły, troskliwy, uśmiechnięty, dobry, ale jednocześnie potrafił pokazać siłę.
    Ooo, ten Maxon to ciekawie wygląda:D Czytałam kiedyś taką powieść ,,Szklany tron", która nie podobała mi się zbytnio (ogólna naiwność... główna bohaterka...), ale był tam taki książę Dorian, do którego czuło się sympatię. Wprawdzie to taki typ aroganckiego, przystojnego dupka, którego kochają wszystkie panie, ale jest inteligentny i ma w sobie ten urok. Może jest trochę podobny do Maxona?
    Nie ma słowa ,,zacnie"?! To nie czytam! Żartuję, oczywiście, w prawie żadnej współczesnej książce tego zacnego słowa nie ma. Trudno się mówi;)
    Recenzja świetna, naprawdę przyjemnie się czytało:)
    Pozdrawiam ciepło!
    Pola

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze chciałam przeczytać. I chyba niedługo to zrobię.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak już czytam -entą recenzję tej książki i mimo tego, że większość jest jednak negatywna, to ja mam na nią coraz to i większą ochotę :)

    OdpowiedzUsuń

Będę zaszczycona, jeśli po przeczytaniu posta napiszesz tu kilka słów. Zyskasz moją dozgonną wdzięczność. Możesz też zostawić link do Twojego bloga, chętnie zajrzę i poczytam ^^