sobota, 25 marca 2017

Cztery łazienki, Metro i Sejm

ten post wyszedł trochę przydługi, ale dawno nie wstawiałam relacji, więc oto przed Wami - relacja z pełnej wrażeń wycieczki do Warszawy 

wtorek
Zwolniłam się z trzech ostatnich lekcji, żeby na spokojnie wrócić do domu i się ogarnąć. Później wróciłam do szkoły i pojechaliśmy! Stwierdziłam, że te 6 godzin jazdy to świetna okazja, żeby zarazić moją koleżankę Hamiltonem. Ona też - po jakichś 20 minutach usłyszałam Ola, a włączysz Hamiltona? Włączyłam. Skończyło się jak zawsze - obie płakałyśmy, usiłując to ukryć - w końcu byłyśmy w autokarze pełnym ludzi, a nie wszyscy rozumieją, że historia może być tak wzruszająca. Przy okazji mój kolega też sam się zaraził, co prawda na razie słucha tylko Alexander Hamilton i Guns and ships, ale bardzo mu się podoba, więc jest progres! ^^
Około 21 dotarliśmy na miejsce. Nasz hostel... Cóż, pomijając fakt, że mieliśmy 4 łazienki na jakieś 50 osób, było w miarę okej. Dziesięcioosobowy pokój, piętrowe łóżka i różne rzeczy namalowane na ścianach. Ja spałam na górze, tuż obok ogromnych atomówek, które były okropnie creepy. Serio, gdy budziłam się w nocy widziałam tylko białka ich oczu. Nigdy więcej.
Wieczorem wybraliśmy się na krótki spacer, podczas którego marzyłam tylko o kubku herbaty. Niestety nie otrzymałam go tego wieczora.

zdjęcie Pałacu kultury musi być w każdej szanującej się relacji ze stolicy 

                                                   
środa
Zaczynamy od kolejki do łazienki! Później śniadanie, sprzątanie i te sprawy, a następnie wyjście z hostelu. Pierwszą atrakcją tego dnia było Centrum Nauki Kopernik. Najpierw mieliśmy warsztaty - do wyboru fizyka, chemia, biologia. Ja wybrałam fizykę i było super. Temat brzmiał Anomalie wody. Musieliśmy udowadniać najprostsze z jej cech - na przykład to, że jest cieczą, a później porównywaliśmy ją z innymi substancjami. Na koniec było trochę doświadczeń z ciekłym azotem. Potem zjedliśmy obiad (było to samo, co trzy lata temu, naprawdę!); a po nim mieliśmy kilka godzin czasu wolnego - mogliśmy chodzić po całym Koperniku. Nie będę wam opisywać, co tam jest, bo nie chcę psuć niespodzianki osobom, które chcą się tam kiedyś wybrać.

jako przerywnik zdjęcie fontanny!
                                                       
Następnie udaliśmy się na Stare Miasto, aby wziąć udział w grze miejskiej. Naszą grupę nazwaliśmy Metro ciekawe dlaczego .  Było tak niesamowicie zimno, padało, pytania były dziwne, ale mimo to dobrze się bawiliśmy! Po uporaniu się z 20 pytaniami poszliśmy do kawiarni - dostaliśmy ciastka i kolejne 20 pytań, hurra! Nie wiem, jak nam poszło, bo wyniki brzmiały oczywiście "Wszyscy zdobyli podobną liczbę punktów, gratulacje".
Myśleliśmy, że po grze wrócimy do hostelu - tak było w planie - ale okazało się, że pójdziemy do Złotych Tarasów. Po prawie godzinnym krążeniu na jednym piętrze i decydując się, co zjeść, wylądowaliśmy w Subwayu. Cóż, pierwszy raz tam coś zamawiałam, i okazało się, że za dużą kanapkę trzeba zapłacić dodatkowe 6 zł. Przynajmniej była dobra. Kiedy szykowaliśmy się do wyjścia ze Złotych okazało się, że leje, więc wieczór spędziliśmy w hostelu grając w Dixit. Raz nawet wygrałam!

czwartek
Od rana byłam mega podekscytowana. Najpierw poszliśmy na warsztaty do Muzeum Powstania Warszawskiego. Było w miarę ciekawie, ale więcej było gadania przewodnika niż zwiedzania - a szkoda, bo to Muzeum jest świetne. Później jakąś godzinę czekaliśmy aby zobaczyć sześciominutowy film. Było całkiem śmiesznie, bo po jakimś czasie siedzieliśmy na podłodze jedząc rodzynki i precelki, więc wyglądaliśmy pewnie jak jakaś grupa koczowników. Następnie obiad w jakiejś restauracji oraz wizyta w Sejmie. Przed bramkami *tymi takimi żeby sprawdzić czy nie wnosimy niczego niebezpiecznego* pouczono nas, że mamy być cicho i nie śmiać się, na co ja szepnęłam do mojego przyjaciela Zawsze jak mam się nie śmiać, to się śmieje. On odpowiedział Same, a po chwili ledwo hamowaliśmy śmiech, bo rozumiecie - Same wymawia się sejm, a my byliśmy w Sejmie... No dobra, nieważne :')
A później nastąpiło to, dla czego pojechałam na tę wycieczkę.
Poszliśmy na ulicę Konopnickiej 6.
Poszliśmy do Studia Buffo.
Poszliśmy na Metro.
Poszliśmy na najlepszy musical świata.
Nie będę opisywać spektaklu, powiem tylko, że płakałam o wiele bardziej niż za pierwszym razem - i o wiele częściej. Moi przyjaciele stwierdzili, że jest genialne i wszyscy mnie przytulali, co było tak urocze, że gdybym nie wypłakała wszystkich łez, rozpłakałabym się znowu.

obowiązkowo zdjęcie sceny z Buffo
                                         
Wróciliśmy do hostelu. Moje serce, które przez te kilka miesięcy w miarę poskładałam, rozleciało się znowu i tym razem ktoś je jeszcze podeptał. Próbowaliśmy grać w Dixit, ale nam nie szło. Oczywiście nie był to koniec - wyciągnęli nas jeszcze na trzygodzinną wycieczkę autokarem po stolicy. Nie pamiętam z niej wiele. Było zimno, ciemno i większość z nas spała, budząc się, kiedy musieliśmy KONIECZNIE gdzieś wyjść. Po powrocie chcieliśmy od razu iść spać, ale skończyło się na tym, że do pierwszej czy drugiej ciągle rozmawialiśmy.

piątek
Rano musieliśmy się spakować, a że zostało nam trochę czasu, to zaczęliśmy śpiewać Kolorowy wiatr oraz Hasła i tańczyć po pokoju. Tego dnia wszyscy wyczekiwali tylko wyjazdu - byliśmy wykończeni, ale czekało nas jeszcze Muzeum Żydów Polin. Muzeum jest cudowne! Świetne zrobione, ciekawe, z mnóstwem ekranów interaktywnych, sal, w których można poczuć się jak w żydowskim domu lub na ulicy i gdyby nie to, że byłam naprawdę zmęczona i głodna, pewnie podobałoby mi się jeszcze bardziej.
                                     
                                            
                                           

żydowska ulica 
                                         
                                                 
na żydowskiej ulicy vol. 2
                                                 
Cóż - trzy godziny zwiedzania to trochę dużo.. Później - do hostelu po bagaż i do autokaru, gdzie najpierw zjedliśmy rodzynki i ciastka kokosowe *nasze super zapasy , a później zasnęłam.

i tak to właśnie było 
(kiedy nie masz pomysłu na zakończenie posta)

niedziela, 5 lutego 2017

6 najlepszych książek 2016 roku

Jak wiecie - uwielbiam czytać książki. Czytam tak naprawdę wszystko, co wpadnie mi w ręce - obyczajówki, fantasy, kryminały, thrillery... Dlatego więc kiedy skończył się rok 2016 pomyślałam - Czemu by nie napisać posta o najlepszych według mnie książkach, które przeczytałam w tym roku? I tak - zdaję sobie sprawę z tego, że jest już luty i ten post powinien pojawić się o wiele wcześniej, ale szkoła nie dawała mi żyć. to nie tak że w styczniu miałam ferie.




Wybacz mi, Leonardzie
Matthew Quick

Chyba wszyscy wiedzą o mojej miłości do Quicka. Odkąd dwa lata temu przeczytałam Prawie jak gwiazda rocka, staram się zapoznawać z każdą jego książką (chociaż Poradnik pozytywnego myślenia jeszcze przede mną). A Wybacz mi, Leonardzie to po prostu mistrzostwo. Emocje wyciągają ręce ze stron i wciągają czytelnika w świat, który wydaje się odległy, chociaż do bólu rzeczywisty.
recenzja
Kasacja
Remigiusz Mróz

Kiedy kupiłam tę książkę pierwszą reakcją były słowa mojej mamy: "A, to thriller prawniczy! To nie wiem czy ci się spodoba..". Następnie stałam dwie i pół godziny w kolejce po autograf pana Mroza. Ale nie zniechęciłam się i mogę śmiało powiedzieć, że Remigiusz Mróz to moje odkrycie tego roku. Nigdy nie sądziłam, że rozprawa sądowa może być tak emocjonująca.

Wszystkie jasne miejsca
Jennifer Niven

Podobnie jak Wybacz mi Leonardzie, ta książka porusza trudne tematy. Nie wiem, może to ja jestem dziwna, że podobają mi się takie powieści. Ale Wszystkie jasne miejsca to po prostu mistrzostwo. Przeczytajcie to, proszę.
recenzja
Baśniarz
Antonia Michaelis

Baśniarz to książka o miłości. Ale nie takiej prostej, uroczej miłości rodem z Gwiazd naszych wina (przepraszam jeśli porównaniem uraziłam któregoś z fanów Greena), nie miłości zakazanej, jak w Akademii wampirów (którą uwielbiam, ale to nie jest to), tylko miłości, która sprawia, że mamy ochotę jednocześnie skakać z radości i płakać. Gdybym powiedziała, że ta książka jest świetna, skłamałabym. Jest absolutnie cudowna i genialna. Na zawsze zapamiętam tę historię.


Hamlet 
William Shaekspare

O mojej miłości do Hamleta mówię, gdzie się tylko da. Chyba wszyscy wiedzą, jak bardzo go uwielbiam (nawet kiedyś pojawił się w ulubieńcach, a to już coś znaczy!). Jeżeli jeszcze ktoś tego nie przeczytał - nie czekajcie, aż zostanie Waszą lekturą (zwłaszcza jeżeli nie wybieracie się na profil humanistyczny do liceum) i po prostu przeczytajcie. Wiem, że bardzo dużo osób ma uraz do tego autora po Romeo i Julii (prawdę mówiąc ja też...), ale Hamlet to zupełnie inna bajka.

Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender 
Leslie Walton

Książka, na którą był wielki szał na bookstagramie. Szał zasłużony, bo jest ona zdecydowanie osobliwa i cudowna.
recenzja

**
Jakie były najlepsze książki, jakie przeczytaliście w 2016?

sobota, 31 grudnia 2016

Mieszanka wybuchowa

Obawiam się że ten post będzie długi. Długi, sentymentalny i pełen okrzyków radości. W razie czego proszę, pożyczcie mi chusteczkę. Zapraszam na mieszankę wspomnień, odkryć i osiągnięć, czyli podsumowanie roku 2016! 


Nie wiem, kiedy on zleciał. Niby to oklepane i tak dalej, ale co poradzę na to, że wydaje mi się, że dopiero wróciłam z filmu Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy, a tutaj już na ekranach kin Łotr 1 (na którego się nie wybieram, bo widziałam tylko trzy części, i to nawet nie pierwsze?)? Okej, to porównanie było słabe, ale tak właśnie się czuję. Pstryknięcie trwa dłużej niż ten rok. Mam do niego też mieszane uczucia, bo chociaż dla mnie był dobry, to dla świata nie bardzo.

Odkrycia

Tutaj nie będzie zbyt ciekawie, ponieważ jak to mówią Stare, ale jare. Mimo to w tym roku zachwycałam się wieloma rzeczami. Możecie o tym poczytać w ulubieńcach (tych, tych i tych), a także tutaj, teraz:

Literatura

To brzmi bardzo mądrze, ale tak naprawdę chodzi po prostu o książki, czy raczej o dwóch autorów. Dodam, że autorów gatunków, po który rzadko sięgam. Dodam, że polskich autorów. Przed państwem... *fanfary*
Katarzyna Puzyńska oraz Remigiusz Mróz!
Nie będę się tutaj jakoś bardzo rozpisywać, bo na książki mam przewidziany osobny post, ale nie mogłam nie umieścić tutaj tej kategorii i tych dwóch genialnych ludzi. Kocham ich styl. Uwielbiam postaci, które tworzą. Ich powieści często trzymały mnie w napięciu (chociaż, to fakt, nie czytałam ich zbyt dużo) - w końcu to thrillery prawnicze i kryminały. Mogę się nawet pochwalić, że kilka razy moje zdjęcia z Motylkiem były na fb Katarzyny Puzyńskiej, a Mróz polubił moje zdjęcie na Instagramie. mogę umierać

Muzyka 

Tutaj jestem w stanie napisać troszeczkę więcej. Zaczynamy oczywiście od Lindsey Stirling, czyli skrzypaczki, którą po prostu uwielbiam. Ma ogromny talent, równocześnie gra na skrzypcach i tańczy, a do tego jej wykonania sprawiają, że mam autentycznie ciary. W ogóle podziwiam ludzi, którzy grają na instrumentach innych niż ukulele i pianino, a skrzypce to zawsze była dla mnie czarna magia, co potęguje mój zachwyt... Nic tylko słuchać!


W tym roku zakochałam się także w winylach. Nie mam tutaj jak wrzucić nagrania, bo tego trzeba po prostu posłuchać, ale do teraz moja miłość nie zmalała i gdy tylko mam dużo wolnego czasu i ogromną potrzebę relaksu wyciągam mój stary gramofon (niestety nie wygląda on tak jak te ze starych filmów, to bardziej pudełko) i płytę Beatlesów, bo ich muzyki najlepiej słuchać z płyt winylowych.

O soundtrackach już kiedyś pisałam, ale to właśnie w tym roku zakochałam się w nich na maksa. Tutaj  będę się rozpisywać, ponieważ przewiduję na to osobny post; ale ponieważ ostatnio w ulubieńcach wrzucałam soundtrack z Alicji w Krainie Czarów, to teraz przyszedł czas na drugą część.



Jeszcze tylko wspomnę o Leslie Odom Jr. (nie mam pojęcia jak to się odmienia :c) i jego piosence, która ostatnio podoba mi się najbardziej, a że śpiewa tam też Daveed Diggs, to jest to dla mnie combo szczęścia!



Filmy

Przyznaję się bez bicia - kinomanką nie jestem. Wolę musicale i bajki Disney'a, a, umówmy się, nie są to rzeczy, które wszyscy mają na myśli kiedy mówią "filmy". Mimo to w tym roku obejrzałam kilka produkcji, które bardzo mi się spodobały.

Planeta singli

O niej pisałam już tutaj, więc nie zamierzam się zbytnio powtarzać - po prostu polecam.

Za jakie grzechy, dobry Boże?

Kolejna komedia, yaay! ^^ 
Tym razem trochę bardziej kontrowersyjna. Porusza tematy takie jak rasizm, miłość, ukazuje różne religie.  Opowiada o małżeństwie, Claude i Marie, którzy ciężko znoszą małżeństwa swoich trzech córek z mężczyznami o odmiennych religiach. Kiedy najmłodsza mówi im, że wychodzi za katolika, nie posiadają się z radości. Ale i z tego wynikają komplikacje. 

The fall 

Mówiłam już, że nie akceptuję polskiego tytułu? boże kto to przetłumaczył na magię uczuć 
Ten film. Jest tak bardzo. Feelings. Że nie wiem czy kiedykolwiek obejrzę go drugi raz. Ponieważ tak ryczałam. Ponieważ nie potrafię żyć po nim normalnie. Nie potrafię. Nie umiem też o nim opowiadać. Przepraszam.. 

Ile waży koń trojański 

Sylwester 1999. Zofia jest szczęśliwą matką i żoną. Chociaż niedawno zmarła jej babcia, nie układa jej się z matką, a jakiś czas temu rozstała się z mężem, to w końcu znalazła nowego partnera, który jest kochający i dba o nią i jej córeczkę Florkę. Jednak coś idzie nie tak. Na przełomie lat 1999/2000, czyli na początku nowego millenium przenosi się w czasie. 
Może nie jest to film przeznaczony dla osób w moim wieku - w końcu urodziłam się po 2000 roku, a w dodatku ktoś może powiedzieć, że to produkcja dla starszych pań, ale w sumie mam to gdzieś. 

Serial

To zdecydowanie najkrótsza kategoria, ponieważ 'włożę' do niej tylko 1815 vlog, czyli serial internetowy. [Tak, pamiętam że Stranger things istnieje, zabiorę się za to jak tylko znajdę wolną chwilę]

Musicale 

Metro jest cudowne, każdy to wie. Nawet jak nie widział tego świetnego musicalu, to i tak wie. Mówię o nim w prawie każdym poście, bo jest to zdecydowanie mój ulubiony musical i nie wiem, jakim cudem zobaczyłam go dopiero w maju tego roku. Kocham.



Hamilton również załapał się na listę moich ulubionych musicali. 



Oprócz tego słuchałam trochę piosenek z The book of Mormon i Matilda, ale jakoś nie zagłębiałam się w fabułę.



To już koniec części z odkryciami - czas na to, co mi się udało i co chcę osiągnąć w przyszłym roku.


Udało mi się
Nauczyć się grać na ukulele 
Zrozumieć, że weekend to czas odpoczynku, a nie zakuwania od rana do nocy
Napisać kilkanaście opowiadań (mniej lub bardziej udanych)
Zostać laureatką konkursu Lipa 2016
Nauczyć się rapować (można tak powiedzieć..)
Nauczyć się walczyć o swoje
Zostać laureatką konkursu Jonasz 
Pojechać na kolejny recital Studia Accantus
Zobaczyć dwa razy (!) na żywo musical Metro

W zeszłym roku obiecywałam sobie regularność na blogu. Niestety - przez większą część 2016 się obijałam - posty pojawiały się raz na miesiąc, czasami rzadziej. Ostatnio jednak się ogarnęłam i staram się wrzucać je co najmniej raz na tydzień. Udało mi się też ogarnąć wygląd bloga i jak na razie całkiem mi się podoba. Nie chcę teraz obiecywać, że w przyszłym roku będę na pewno pisać regularnie. Zamierzam się po prostu starać :)
No i chciałabym zacząć pisać częściej i coś większego. Chciałabym napisać powieść. (to było bardzo trudne przyznać się do tego) Wiem, że jest to nierealne, bo moje wszystkie pomysły mogę rozwinąć co najwyżej w kilkunastostronowe opowiadanie, ale zamierzam szukać inspiracji i pomysłów wszędzie. Uważaj świecie - nadchodzę, czy coś.

Chciałabym Wam bardzo podziękować za każde wyświetlenie i komentarz, które przybyły w tym roku. Mam nadzieję, że był on dla Was dobry. No i oczywiście

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!
M.


środa, 21 grudnia 2016

Listy do jesieni *5


Droga Jesieni...

Byłaś pierwszą jesienią, która naprawdę mi się spodobała. Pokochałam cię taką, jaką jesteś i.. Chyba będę tęsknić. Pomimo deszczu, egipskich niemalże ciemności gdy wstawałam i wracałam do domu i wieczorów, które najczęściej spędzałam sama z książką do geografii lub chemii... Było naprawdę super. Nie byłaś złotą polską jesienią. Nie byłaś ciepła. Nie wprowadziłaś mnie łagodnie w zimę. Raczej wylałaś wszystko na głowę, jak wiadro pomyj (albo zimnej wody. To chyba o wiele lepsze porównanie).
Ale takie coś czasami jest potrzebne. Zupełnie jak z ludźmi. Często potrzebujemy kogoś, kto wkroczy w nasze życie gwałtownie, wprowadzi mnóstwo zmian i wywoła totalny chaos, ale bez takich osób życie byłoby monotonne.
Dziękuję.
Żegnam się o wiele szybciej niż planowałam, ale cóż - może tak chciało życie..?
M.